Życie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinaria. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2020

Marmolada z cebuli

Wpis będzie znowu o kulinariach a nie wycieczkach, nowych miejscach. Mój czas ostatnio zamyka się pomiędzy remontem, warzywnikiem a kuchnią. No ale do rzeczy... a właściwie cebuli. 
Moi wspaniali sąsiedzi obdarzyli mnie ostatnio ogromem cebuli. Oni dostali i dalej dzielą wśród znajomych. W ten sposób nic się nie zmarnuje i wiele rodzin będzie miało przetwory na zimę. Bardzo mi się to podoba tutaj. Wiadomo jednym gospodarzom bardzo obrodziły pomidory a innym np. dynie. Idzie w ruch wymiana i wszyscy są szczęśliwi. Nadal pozostaję pod wielkim wrażeniem miejsca w którym przyszło nam mieszkać. 

Do sporządzenie marmolady z cebuli potrzebujemy:  1 kg. cebuli, 300 gr. cukru brązowego, 100 ml.octu balsamicznego (najlepiej "di Modena"), 3-4 liście laurowe, szczypta soli.

Cebulę obieramy, kroimy w pół krążki w miarę równe i cienkie. Przekładamy do miski. Dodajemy cukier brązowy, ocet balsamiczny i liście laurowe. Dobrze mieszamy , przykrywamy i odstawiamy w chłodne miejsce na około 4 godz. Przez ten czas od czasu do czasu mieszamy cebulę najlepiej drewnianą łyżką. 

Cebula na marmoladę

Po tym czasie przekładamy zawartość do garnka. Dodajemy szczyptę soli i zagotowujemy. Gotujemy około godziny dość często mieszając.  Czekamy aż większość płynu odparuje, a cebulka zacznie się prawie karmelizować. 
W tym czasie przygotowujemy (sterylizujemy) słoiki. Jeśli ktoś lubi bardziej jednolitą konsystencję marmolady, można ją na koniec lekko zmiksować. Jeśli komuś nie przeszkadzają cząstki cebuli w marmoladzie pozostawia tak jak jest. Gorącą marmoladę przekładam do jeszcze gorących słoików, zakręcam i odwracam dnem do góry. Pozostawiam tak na kilka godzin aż denko się wklęśnie(czyli dobrze zamknie). Można także pasteryzować, wtedy można przechowywać jeszcze dłużej. Ale u nas będą stały w chłodnym miejscu, a przez zimę i tak zjemy marmoladkę. 
Taki przysmak znakomicie sprawdza się jako dodatek do serów. Czasami używam też do mięsa. A czasem do kanapek. 

Marmolada z cebuli z serem

Jak zawsze życzę smacznego. 

wtorek, 14 lipca 2020

Mirabelkowy szał


Nastąpił moment szału mirabelkowego. Mamy tylko jedno drzewko a obrodziło jak z 5. 
Pięknie wyglądało w białym kwieciu. Na zdjęciu to był tylko początek kwitnienia. Później wyglądało jak biała bombka.

Mirabelka kwitnie


A jak przyszedł czas zbioru owoców, było pysznie. Troszkę pojedliśmy, a z reszty postanowiłam zrobić dżemik na zimę.

Wydrylowane mirabelki

Mirabelki należy umyć, wypestkować. 

Składniki: 1 kg mirabelek, 650 gr. cukru, 1/3 laski wanilii. 

Przekładamy mirabelki do garnka i zasypujemy cukrem. Odstawiamy na 2 godz. Cukier zacznie się rozpuszczać, a mirabelki zaczną puszczać sok.


Garnek z mirabelkami stawiamy na małym gazie i zagotowujemy. Gotujemy 10 min. często mieszając. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do drugiego dnia.

Laskę wanilii (ewentualnie cukier waniliowy, albo wanilinę) rozkrawamy po długości. Zdejmujemy nożem ziarenka i dodajemy do mirabelek.
Na drugi dzień znowu stawiamy na małym ogniu i gotujemy 30-40 min często mieszając.  
Skręcamy gaz i zostawiamy mirabelki do wystygnięcia bez przykrywania garnka.

Kolejnego dnia powtarzamy czynność, ale gotuję 40-50 min. U mnie po tym czasie dżemik miał już odpowiednią konsystencję. 
Aby sprawdzić czy dżem ma już odpowiednią gęstość, wstawiam wcześniej talerzyk do lodówki i dobrze schładzam. Później z łyżeczki małą ilość dżemu wylewam na zimny talerzyk. Jeśli dżem zastyga i spływa bardzo powoli przy przechyleniu talerzyka ma już odpowiednią gęstość.
Słoiki na dżem wygotowuję w wodzie. Do jeszcze gorących, ale suchych słoików przelewam dżem i zakręcam mocno. Odwracam do góry dnem. Odstawiam przykryte ściereczką do drugiego dnia. Na drugi dzień sprawdzam czy denko się wklęsło, czyli słoiki się zamknęły i przenoszę do spiżarki. Można także pasteryzować słoiki. Wtedy będziemy mogli przechowywać je jeszcze dłużej. 

Mirabelkowy dżem

U mnie jednak dżem już zaczęliśmy jeść, bo cóż lepszego może być do ciasta drożdżowego? Słodki, ale jednocześnie lekko kwaskowy dżem z mirabelek robi furorę.

Dżem mirabelkowy do ciasta

Mam nadzieję, że przepis Wam się spodoba i zasmakuje. Smacznego.

piątek, 26 czerwca 2020

Miętówka damsko - męska

Prace ogrodowe pochłonęły mnie całkowicie. Sadzenie, podlewanie i pierwsze zbiory. Ile radości...
Mam tyle pomysłów co z czego zrobić, że chyba z kuchni nie wyjdę do jesieni. 
Mięta obrodziła nam w tym roku niesamowicie. Aż muszę ograniczać jej rozrost. Zrobiłam już sok z mięty. A na umilenie zimowych wieczorów zrobiłam nalewkę z mięty. W dwóch wersjach. Delikatniejszej dla mnie i mocniejszej dla męskiego grona.

Mięta z ogródka

Uczono mnie , że zioła najlepiej zbierać przed południem. Także do koszyczka naścinałam około 35 gałązek mięty. Następnie dobrze ją umyłam, żeby później nie było "żadnej wkładki mięsnej" w nalewce. 
Po wypłukaniu mięty, poobrywałam listki z gałązek. Proponuję założenie rękawiczek - mięta dość mocno zabarwia skórę. Należy miętę osuszyć papierowymi ręcznikami lub w lnianej ściereczce. Przekładamy do dużego słoja i zalewamy litrem spirytusu. 

Nalewka w słoju

Słój zamykamy i odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce na 5 dni. Codziennie delikatnie potrząsamy słojem.
Po odstaniu całą zawartość słoja należy przecedzić / przefiltrować. Ja do tego użyłam sitka plus pieluszki tetrowej. 

Filtrowanie mięty

Listki mięty stały się jakby krystaliczne. Są bardzo kruche. Dobrze je odcisnęłam. 
W garnku podgrzałam 1,25 litra wody z 1 kg. cukru. Mieszałam aż do rozpuszczenia cukru. Gdy woda z cukrem całkowicie !!! wystygną mieszamy ją z nalewką miętową.
Zmieszane płyny przelewamy do butelek, zamykamy i odstawiamy na min.dwa tygodnie w ciemne miejsce. 

Miętówka

Podsumowując przepisy na delikatniejszą i mocniejszą nalewkę różnią się zawartością % . Sposób wykonania jest taki sam.

Składniki na mocniejszą nalewkę:
35 gałązek świeżej mięty, 1 l. spirytusu, 1,25 l. wody, 1 kg. cukru

Składniki na delikatniejszą nalewkę:
35 gałązek świeżej mięty, 1 l. wódki, 1 l. wody, 750 gr. cukru.

Obie nalewki różnią się kolorem. Spirytus o wiele mocniej wyciąga soki z liści. 
Obie są dobre, choć ja wolę tą delikatniejszą wersję. Będziemy się delektować w zimowe wieczory...

Nalewki miętowe



czwartek, 7 maja 2020

Sos z bakłażanem


Mój kochany małżonek podczas ostatnich zakupów zaopatrzył nas w dwa dość dużej wielkości bakłażany. Lubię, nawet bardzo więc się ucieszyłam. Pierwsze co mi przyszło na myśl żeby zrobić to bakłażana grillowanego z tuńczykiem - przepis tutaj. Wyszło pysznie. Nie daliśmy jednak rady zjeść wszystkiego bakłażana. Wykombinowałam więc danie na drugi dzień- sos z bakłażana do zielonych tagliatelle.

Tagliatelle z sosem

Potrzebne składniki: 5-6 grillowanych krążków podłużnego bakłażana, pół cebuli, pół marchewki, ząbek czosnku, kawałek selera naciowego,sos pomidorowy, sól, pieprz. Sosu wyszło na dwie osoby. 

Czosnek kroję w plasterki. Cebulę, marchewkę i seler kroję w drobną kostkę. Wszystko rumienię na oliwce. Dodaję pokrojonego w kawałki bakłażana. Razem przez chwilę jeszcze przesmażam na patelni.

Warzywa z bakłażanem

Teraz dodaję 200 ml. sosu pomidorowego. Najlepszy byłby sos pomidorowy własnej roboty, ale można jak najbardziej dodać gotowy, kupny z butelki. Teraz sos solę i pieprzę do smaku. Gotuję jeszcze około 8-10 min. i gotowe. Ja podałam z tagliatelle ze szpinakiem. Bardzo je lubię a dodatkowo ślicznie się prezentują z czerwonym sosem. 

Sos z bakłażana, szpinakowe tagliatelle.

Na wierzch troszkę parmezanu... Ja parmezan jadłabym ze wszystkim. Uwielbiam. 
I danie gotowe. Smacznego.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Kotleciki drobiowe.


Całą zimę królował u mnie rosół. Tak mnie naszło, że robiłam go co tydzień. No ale później coś z mięsem z rosołu trzeba było robić. Nie lubię i nie umiem wyrzucać czegokolwiek do jedzenia. Z mięsa robiłam więc i pierogi i pyzy i... kotlety.
Rosół najczęściej robię na kurczaku. A jak wiadomo takie mięso jest bardzo delikatne. To i dodatki do kotletów musiały być. No ale od początku. Jak zawsze prosto i smacznie.

Składniki: 300-400 gr. mięsa z kurczaka obranego z kości, 2 marchewki z rosołu, seler naciowy z rosołu, mała cebula świeża, dwa cienkie plasterki szynki parmeńskiej, sól, pieprz, bułka tarta, olej do smażenia.

Mięso i warzywa do kotletów

Najpierw wystudzone mięso obieram z kości. Marchewkę i seler kroję. Wszystko to razem mielę w maszynce. 

Szynka i cebulka do kotletów

Cebulę i szynkę kroję na kawałki i przesmażam na maśle. Gdy już się zrumienią to także mielę w maszynce. Wszystkie składniki krótko razem mieszam w misce. Gdyby masa wyszła za luźna dodaję do środka odrobinę bułki tartej. Lepię kulki, obtaczam w bułce tartej i delikatnie spłaszczam.

Kotlety gotowe do smażenia

 Smażę na patelni z obu stron do zrumienienia. My takie kotleciki najczęściej jemy z ziemniakami. 

Kotlety z kurczaka z rosołu


Można podać również z ulubioną surówką. A jeśli ktoś, tak jak ja, lubi to można zjeść je z chlebem... Są delikatne i smaczne. 

środa, 1 kwietnia 2020

Crostata ze skórką pomarańczową.


Czasy są dość ciężkie dla każdego. Tyle czasu spędzanego w domu powoduje dużo większy ruch w naszych kuchniach. Próbujemy piec chleby, choć zdobycie drożdży zakrawa na cud... Ale żeby osłodzić sobie choć troszkę to życie przyrządzamy też ciasta. Zawsze moimi ulubionymi strawami kuchennymi były ciasta. Staram się nie piec ich zbyt często, ale... Tym razem wyciągnęłam przepis, który ostatni raz robiłam chyba z 10 lat temu!!! A mam go od znajomej jeszcze z Ascoli Piceno. Chodzi o przepis na włoską Crostate.

Jak zawsze na początek troszkę historii. 
Crostata to typ włoskiej tarty na kruchym spodzie. Crostata może być jednym z najstarszych deserów włoskiego cukiernictwa. Legenda głosi, że podano ją syrenie Partenope w podzięce za jej słodki śpiew. A zasługę wynalazku tego pysznego ciasta należy przypisać zakonnicy z klasztoru S.Giorgio Armenio. Ogólnie było to ciasto "biednego" pochodzenia a dotarło na stoły szlachty a nawet stół Burbonów. (Wiadomości zapożyczone z bloga nonna-Anita.)
Pewnym jest, że wzmianki o Crostacie znajdziemy w książkach kucharskich- "Libro de arte Coquinaria" autorstwa Martino da Como z 1465 roku i "Cuoco napolitano" opublikowanej pod koniec XV wieku. (Wiadomości z Wikipedii).
 Jedno jest pewne, crostata ma wiele odmian. W zależności od regionu, a nawet rodzinnych tradycji. Jedni robią ją z nadzieniem owocowym inni z ricottą, a jeszcze inni wytrawnie...

Tarta owowcowa

Przepis który chciałam Wam przedstawić jest z marmoladą, a dodatkiem do ciasta jest skórka pomarańczowa. 

Składniki:
1/2 kg. mąki, 200 gr. cukru, 200 gr. masła, skórka starta z 1 pomarańczy, 3 jajka, 1 proszek do pieczenia, dowolny słoiczek marmolady, pół łyżeczki kawy rozpuszczalnej. 

Mąkę i cukier przesiewamy na stolnicę. Rozbijamy 3 jajka i dajemy na środek mąki i cukru. Widelcem powolutku mieszamy jajka obsypując coraz więcej mąki z cukrem z boków. Na tarce zetrzeć skórkę z pomarańczy. Oczywiście pomarańcza z upraw ekologicznych, skórka wyparzona. 

Skórka pomarańczowa dodatkiem do tarty.

Masło rozpuścić w kąpieli wodnej. Lekko przestudzone dodać do masy. Dodać proszek do pieczenia. Wyrobić ręcznie.
Ciasto dzielimy na 2 części (2/3 i 1/3). Formę do tarty smarujemy masłem i przekładamy na nią porcję 2/3 ciasta. Ja wylepiam ręcznie formę. Można oczywiście ciasto rozwałkować i dopiero wtedy przenieść na formę. Kawę rozpuszczamy w niewielkiej ilości wody i mieszamy z marmoladą. Marmolada może być dowolna, najlepiej własnej produkcji. Mnie najbardziej smakuje połączenie kawy z wiśniami, dlatego u mnie marmolada wiśniowa.

Crostata prawie gotowa

Na wierzch kładziemy pozostałą 1/3 ciasta. Piszę kładziemy, dlatego że wzorek jaki ułożymy z tego ciasta może być dowolny. Mogą to być, najbardziej znane, paseczki. Mnie poniosła fantazja między gwiazdy. :)))
Wstawiamy ciasto do piekarnika (góra- dół) nagrzanego do 160 stopni C. Pieczemy około 40 min.

Włoska crostata

I tyle. Życzę smacznego. Do kawki na pewno się przyda.

środa, 4 marca 2020

Pomarańczowa królowa.


Była żółta królowa , będzie i pomarańczowa. W państwie które słynie z cytrusów, nie może zabraknąć pomarańczy. 

Troszkę historii na początek...
Podobnie jak  cytryna i ten owoc dotarł do Włoch z Chin. Został sprowadzony przez portugalskich żeglarzy w XVI w. Chociaż niektóre starożytne rzymskie teksty mówią, że pomarańcza była już uprawiana na Sycylii w I w., gdzie nazywano go melarancia (informacje podaję z Wikipedii).
Pomarańcza to starożytna hybryda prawdopodobnie pomiędzy pomelo a mandarynką. Tak dobrze się przyjęła , że od stuleci rośnie jako autonomiczna roślina.
Pomarańcze są jednym z najbardziej znanych i cenionych owoców. Nie tylko ze względu na dużą zawartość witamin. Ale również za wykorzystywanie w kosmetologii, perfumerii, medycynie. 
Pomarańczami zachwycali się także malarze i poeci. Botticelli w swoim obrazie "Wiosna" jako tło wybrał właśnie drzewo pomarańczowe. Goethe w swoich Dziennikach również wspomina o pomarańczach-" Znasz - li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa
                                                      Pomarańcz blask majowe złoci drzewa..."
Włochy, a szczególnie Sycylia słyną ze wspaniałych, soczystych pomarańczy. Włochy klasyfikują się w pierwszej dziesiątce wśród krajów dostarczających ten owoc.

We Włoszech wielokrotnie można spotkać wzdłuż ulicy rosnące drzewa pomarańczowe, podobnie jak w Polsce rosną np. dzikie jabłuszka.

Drzewka pomarańczowe na ulicy

Sezon pomarańczowy prawie nam się kończy, a ja ostatnio nic innego nie robię jak przetwory z pomarańczy. 
Moją ulubioną marmoladę z pomarańczy.
Do zrobienia marmolady potrzeba nam tylko kilku składników:
3 kg. pomarańczy Navel (to moja ulubiona odmiana do marmolad)
Cukier- połowa wagi pomarańczy po obraniu
3 kawałki kory cynamonu( około 8 cm. każda)
1 cukier waniliowy, albo ziarenka wybrane z 1/3 laski wanilii.

Novel w przygotowaniu

Zaczynamy oczywiście od bardzo dokładnego obrania pomarańczy. Chodzi o to aby miały jak najmniej białej otoczki (albedo). To ona ma w sobie najwięcej specyficznej goryczki. Im mniej jej zostanie, tym słodsza wyjdzie marmolada. Oczyszczone dobrze pomarańcze kroimy na kawałeczki.  Ważymy. Dodajemy cukier- połowę wagi pomarańczy.Wszystkie składniki przekładamy do dużego rondla i podgrzewamy na średnim gazie. 

Marmolada w przygotowaniu

Gdy zacznie się gotować, zmniejszamy gaz. Gotujemy, od czasu do czasu mieszając, aż owoce się całkowicie rozpadną i zaczną gęstnieć. U mnie zazwyczaj to trwa około 40-45 min. W tym czasie przygotowujemy słoiki. Należy je wyparzyć  i wytrzeć do sucha. Na sam koniec gotowania wyjmujemy korę cynamonu. Jeśli zostaną jakieś kawałeczki pomarańczy, a wolicie gładką konsystencją, można delikatnie zmiksować blenderem bezpośrednio w garnku. Jeszcze gotującą się marmoladę przekładamy do słoików, najlepiej przy pomocy lejka. Jeśli zabrudzą się brzegi słoika, przed zakręceniem należy je dobrze wytrzeć. Zakręcamy mocno słoiki i ustawiamy do góry dnem do całkowitego ostygnięcia. W ten sposób przygotowaną marmoladę można przechowywać do 6 miesięcy w spiżarni. Po otwarciu słoika, przechowujemy w lodówce max przez 3 tyg. 

Słoiczek marmolady pomarańczowej.

Taka marmolada jest słodka, choć z leciutką nutką goryczki. Jest to też świetny pomysł na prezent dla łakomczuchów. Nadaje się na słodkiego tosta, do naleśników czy ciast...
Mam nadzieję, że przepis Wam się spodobał. Życzę smacznego.

piątek, 3 stycznia 2020

Arista pyszna.


Arista to po prostu kawałek schabu. Arista al forno (arista pieczona)  to jedno z najbardziej znanych drugich dań w Toskanii. 
Jak to we Włoszech większość dań ma swoją tradycję, legendę... Tak jest i w tym przypadku. Podobno w roku 1439 we Florencji podczas ekumenicznej rady kościoła rzymskiego i greckiego, grecki kardynał Basilio Bessarione po spróbowaniu pieczeni wykrzyknął "Aristos"! Co po grecku znaczy - "najlepszy". Obecni florenccy przedstawiciele myśleli że chodzi o konkretny kawałek mięsa i uznawszy nazwę za sympatyczną zaczęli ją powtarzać. I tak polędwiczce wieprzowej nadano termin arista... (zapisek o legendzie znaleziony w Wikipedii).
I tyle legendy. Okazuje się jednak, że już w roku 1287 , pisarz Franco Sacchetti w swoim opowiadaniu wspomina o "un'arista al forno". Także nie wiadomo kiedy ten kawałek schabu zaczęto nazywać Arista, wiadomo, że od dawna jest to typowe danie toskańskie. 

Arista al forno.

Ja przepis na "arista al forno" podpatrzyłam u znajomej.  Nie jadam zbyt dużo mięsa, ale ariste bardzo lubię, więc nie raz przygotowuję. 

A oto potrzebne składniki :
Około 1 kg. aristy, 1,5 łyżki masła, 1,5 łyżki oliwki, pół marchewki , kawałek selera naciowego, pół cebuli, 2 gałązki rozmarynu, pół szklanki wywaru warzywnego, pół szklanki wytrawnego białego wina, pieprz i sól. 

Na początek myjemy, obieramy i kroimy w kosteczkę warzywa. Do garnka wkładamy masło, oliwkę, podgrzewamy. Dokładamy warzywa i rozmaryn. Przez chwilkę razem mieszamy. 

Podkład pod aristę


Teraz dokładamy mięsko. Mięso lepiej związać sznurkiem, żeby się nie "rozpadało". Ja tego nie zrobiłam. Obsmażamy mięsko przez jakieś 5-10 minut. Obracając, tak aby z każdej strony ładnie się przyrumieniło. 



Gdy już nabierze ładnego koloru, podlewamy je winem. Obracamy często i czekamy aż wino odparuje. Po tym czasie przekładamy wszystko do brytfanki. Delikatnie solimy i pieprzymy i podlewamy wywarem, jeśli zależy nam na większej ilości sosiku. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 st.C przez dobrą godzinę. Co jakiś czas należy polewać mięsko sosikiem powstałym w brytfance, lub odwracać.

Arista w piecu


 Przed wyjęciem z piekarnika aristę nakłuwamy jeśli wypłynie biała ciecz to jest ona gotowa... Wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy, dając mięsu na chwilę "odpocząć". Po około 10 minutach możemy już kroić na plasterki. 

Mięsko odpoczęło.

Aristę podajemy z ziemniaczkami, innymi warzywami , lub "po toskańsku" z fasolą.
Życzę smacznego.

wtorek, 10 grudnia 2019

Pizzeria w okolicy


Ostatnio wybraliśmy się na większe zakupy. Wiadomo przed Świętami, poszukiwania właściwych prezentów... Tak nam czas upłyną, że ani się obejrzeliśmy a tu 19. W domu nic nie podszykowane do kolacji. Przypomnieliśmy sobie, że niedaleko nas w pięknym parku kasztanowym jest Pizzeria. Jak już Wam kiedyś pisałam( tutaj ) pieski we Włoszech mają zazwyczaj wstęp do różnych lokali. Raczej tego nie pochwalam. Większość ludzi jak już wie, że może wejść do lokalu ze zwierzakiem to go puszcza luzem.... Biega później taki piesek między stolikami. Ech, brak słów. Jednak jak widać nam się to zezwolenie na wejście z psem do lokalu przydało.  Jak tylko podjechaliśmy pod Pizza Comics, najpierw mąż poszedł się spytać czy możemy wejść z naszym szczeniaczkiem? Powiedziano, że nie ma problemu. Usiedliśmy przy stoliku blisko drzwi i przy ścianie, tak by pies jak najmniej przeszkadzał innym. Jednocześnie wygodnie dla niego, mógł się położyć i nikt koło niego nie przechodził. 

Pizza Comisc znajduje się przy ulicy Selva dei Castagni 47 w Villafranca in Lunigiana.
Przy naszym zamówieniu, zaproponowano nam (oczywiście nieodpłatnie) miskę wody dla pieska. Oczekiwanie na pizzę umiliło nam popijanie dobrego piwka .


Piwko przed pizzą

Sam wystrój pizzerii jest bardzo przyjemny, choć dość prosty. Latem otwarty jest również ogródek. 


Pizzeria w Villafranca in Lunigiana

Na pizzę nie czekaliśmy długo. Ale też nie było bardzo wielu osób w lokalu. 
I teraz właśnie to co najważniejsze- Pizza. Jest tu dość duży wybór. A co mnie zaskoczyło i bardzo ucieszyło wybór jest także w rodzaju ciasta na pizze! Ciasto można wybrać tradycyjne, czarne, z ziarnami lub razowe. Oczywiście ja się skusiłam na czarne! To ciasto jest robione z  mąki na bazie drewna.  Taka pizza jest o wiele bardziej lekkostrawna. Pomaga regulować tranzyt jelitowy i kontroluje cholesterol. 
Mój mąż wybrał pizze na bazie ciasta razowego. Oczywiście rodzajów dodatków na pizzę było multum. Wybór ciężki, chciałoby się spróbować tylu rzeczy. A tu tylko jedna pizza... :)))
Można było podejrzeć jak te nasze pizze się pieką. Co oczywiście, niezwłocznie uczyniłam . Cały personel w tej pizzerii jest młody i bardzo pomocny. 


Staff w pizzerii

Wreszcie to na co czekaliśmy....pizze. Są na naszym stoliku... Pachną i aż krzyczą z talerza- zjedz mnie! Co niezwłocznie uczyniliśmy.


Nasze zamówione pizze.

Pizze były naprawdę pyszne. Ja wiem, że to takie tradycyjne danie włoskie i ciężko znaleźć pizze źle zrobioną... Ale my już od kilku lat robimy sobie taki ranking najlepszych pizzerii. No i Pizza Comics właśnie wskoczyła na drugą pozycję na liście!!! Bardzo się cieszę, że znajduje się tak blisko naszego nowego domku. Na pewno będziemy tam częstymi gośćmi. Zostało jeszcze tyle innych rodzajów pizzy do spróbowania. No i serwują tam także inne dania poza pizzą. 
Was również, jeśli będziecie w okolicy, serdecznie zapraszam do tej pizzerii. Ceny nie są zbyt wygórowane, a jakże smacznie. 

czwartek, 10 października 2019

Jesienna dynia


Jak wiadomo królową jesieni jest dynia. Każdy, więc ma swój ulubiony przepis na "cosik" z dyni. Ja za dynią nie przepadam, ale mój mąż uwielbia pod każdą postacią. W tym roku dostałam bardzo prosty przepis na zupę-krem z dyni...i oto efekty.

Składniki:
500 gr. dyni, 2 ziemniaki, 2 cebulki (lub 1 duża), 1 szklankę mleka lub 200 ml.śmietany, trochę wywaru warzywnego do podlania, oliwka, sól, pieprz, trochę grzanek.

Dynia, cebula, ziemniaczki

Zaczynamy oczywiście od oczyszczenia dyni. Obieramy ziemniaki i cebulę. Dynię i ziemniaki kroimy w drobną kostkę. Cebulkę w piórka. Na odrobinie oliwki przesmażamy cebulkę, podlewamy odrobiną wywaru. Chodzi o to żeby cebulka ładnie się zeszkliła. Dodajemy do garnka pokrojoną dynie i ziemniaki i przez moment, mieszając wszystko delikatnie "przesmażamy".

Etap zupy dyniowej

Dolewamy wywaru tyle żeby delikatnie przykryć wszystko co mamy w garnku. Dodajemy sól i zostawiamy aby się gotowało przez około 40 minut. Po tym czasie część wywaru powinna odparować, a dynia być mięciutka. Zdejmujemy z ognia i wszystko miksujemy na jednolity krem. Dodajemy mleka lub śmietany. Ja dodałam śmietankę, choć to bardziej kalorycznie. ;)))  Gotujemy wszystko jeszcze przez kolejne 10 min. Przed podaniem oprószamy białym pieprzem (do smaku ile kto lubi). Przekładamy na talerze i dekorujemy grzankami chlebowymi. Grzanki oczywiście robię z chlebka (jaki kto lubi), kroję na kawałeczki i do zrumienienia wkładam do piekarnika. 

Dyniowa zupka

 I proszę zupka gotowa. Mój mąż zjadł z apetytem i poprosił o dokładkę. Mam nadzieję, że i Wam będzie smakowało. Smacznego.

wtorek, 3 września 2019

Cukiniowe chipsy i nie tylko


Idąc dalej tematem cukinii.... Skoro czas i pora na to warzywo to z przeogromnym apetytem zrobiłam kolejne smakołyki.
Chipsy z cukinii to chyba najprostsze co można przyrządzić z tego warzywka.

Składniki:
No zgadnijcie.... Cukinia w dowolnej ilości,  ile lubimy. Będziemy też potrzebować patelnię, taką na której można smażyć bez tłuszczu o grubym dnie. Jeśli ktoś lubi to również troszkę soli, do oprószenia nią naszych chipsów.

Wybieramy cukinię nie zbyt duże. Myjemy i osuszamy ręcznikiem papierowym. Każdą ścieramy na tarce (lub kroimy), na cienkie plasterki po długości.


Cukinie na chipsy

Teraz rozgrzewamy dobrze patelnię bez żadnego tłuszczu. I układamy każdy plasterek cukinii na patelni.


Chipsy z cukinii

Rumienimy z każdej strony i zdejmujemy z patelni. Ot cała filozofia. Prawda że proste. Wyjmujemy na talerz, kto chce oprósza solą i chipsy gotowe!


Po usmażeniu

Bonusowy dodatek to.... można chipsy z cukinii przekształcić w fantastyczny dodatek do sałatek lub samodzielne "warzywa"do dania głównego.

Składniki:

Będą nam potrzebne chipsy z cukinii z przepisu powyżej, oliwka z oliwek, sól i ostra papryczka(ja używam suszonej).

Nasze wystudzone chipsy z cukinii układamy  najlepiej w szklanym pojemniku. Układamy warstwę chipsów, delikatnie solimy, dodajemy niewielką ilość ostrej papryczki i zalewamy delikatnie oliwką. układamy tak warstwowo aż wykorzystamy wszystkie cukinie. Na wierzch zalewamy więcej oliwki. Tak aby cukinie były prawie całe zakryte. Zakręcamy pojemnik i przechowujemy w lodówce. 


Chipsy z cukinii jako dodatek

Tak przygotowane cukinie nadają się jako dodatek do sałatek. Można je również wykorzystać do dekorowania kanapek lub koreczków. Pozostawiam pole do popisu Waszej wyobraźni.
Smacznego.

środa, 28 sierpnia 2019

Kwiatowa tempura.


Dostałam od sąsiadki cały kosz kwiatków... cukinii. Do wazonu ich nie wstawię. A teraz najlepszy czas na nie, są najsmaczniejsze. Szybka decyzja- postanowiłam je usmażyć. Właściwie przepisy, które mam na smażenie kwiatów cukinii są dwa. 
Zacznijmy od tego, że kwiatki trzeba oczyścić. 


Czyszczenie kwiatów

Chodzi o odcięcie łodyżki z pobocznymi zielonymi listkami i usunięciu pręcika kwiatowego z środka.


Kwiat na części

Ja miałam w planie smażenie kwiatków. Każdy kwiat więc przy myciu rozcinałam wzdłuż płatków. Jeśli jednak miałabym zamiar wypełnić farszem kwiaty (i tak można), wówczas kwiat pozostawiam oczywiście w całości. 


Osuszanie kwiatów na ręcznikach

Każdy kwiatek należy umyć pod bieżącą, letnią wodą. Strumień wody powinien być niezbyt silny, aby nie porozrywać delikatnych kwiatków. Otrząśnięte z wody układamy na ręcznikach papierowych, aby obeschły. 

W tym momencie możemy zająć się przygotowaniem ciasta. 
Podam Wam dwa przepisy. 

Składniki na przepis nr. 1:
5 łyżek mąki, zimna woda gazowana, szczypta soli, pieprz, łyżeczka startego parmezanu. Nie podaję ile zimnej wody ponieważ wodę dodaję mieszając mąkę, a ciasto ma być gęstości śmietany.


Ciasto do smażenia kwiatków.


Składniki na przepis nr.2:
6 łyżek mąki, zimne mleko, sól, pieprz, 1 jajko, łyżka startego parmezanu. Tak jak wyżej-nie podaję ilości mleka, po wymieszaniu składników powinno się uzyskać gęstość śmietany. Jeśli ciasto będzie za gęste możemy dodać mleko, jeśli za rzadkie- trochę mąki.

Oczywiście do obu przepisów potrzebujemy olej do smażenia. Kwiaty cukinii smażymy w głębokim tłuszczy warto więc zaopatrzyć się w dobrej jakości olej. Należy też pamiętać żeby olej rozgrzać do odpowiedniej temperatury (około 150 st. C). 

Każdy kwiatek maczamy w cieście. Delikatnie "obcieramy" o brzeg naczynia, aby zdjąć nadmiar ciasta. I kładziemy na patelnię. Olej powinien "zawrzeć". Gdy mamy odpowiednią temperaturę oleju kwiaty go nie wchłoną zbyt dużo i dzięki temu będą chrupiące. Kwiaty smażymy z każdej strony po kilka minut (do zrumieniania) i wykładamy na talerz wyłożony ręcznikami papierowymi. Po odsiąknięciu nadmiaru tłuszczu są gotowe do jedzenia. Jeśli ktoś lubi można je jeszcze lekko oprószyć solą.

Z pierwszego przepisu, kwiaty cukinii wychodzą bardziej chrupiące i odrobinę "lżejsze". 



Natomiast drugi przepis jest niewątpliwie bardziej kaloryczny, ale i troszkę mniej chrupiący. W drugim przypadku ciasto lepiej przylgnie do cukinii i będzie go po prostu więcej. 
W obu przypadkach kwiatki wychodzą znakomite. Chrypiące z wierzchu a delikatne w środku. Wiem, że w Polsce nie jest tak łatwo dostać kwiaty cukinii. Ale jeśli Wam się uda, spróbujcie zrobić smażone, naprawdę pycha. Jest to fantastyczna przekąska na gorąco... Choć znam takich którzy potrafią zjeść duże ilości jako pełnoprawne danie. :)))
Smacznego.


czwartek, 11 lipca 2019

Festyn w Villafranca


Po naszej przeprowadzce do nowej miejscowości właściwie cały czas siedzimy w domu i remontujemy. Chcemy jak najszybciej doprowadzić dom do stanu o jakim marzymy.
No ale w ostatnią sobotę okazało się, że w miasteczku jest festyn! Bardzo chcieliśmy zobaczyć jak taki festyn wygląda w tak malutkiej miejscowości. Po części remontowej, szybki prysznic i już byliśmy gotowi na wieczorny spacer.


Villafranca wieczorową porą


Festyn odbywał się w najstarszej części miasteczka. "Zu p'r el Borgh"-pod takim tytułem odbywała się impreza w starożytnej wiosce San Nicolo. 
Jak zawsze architektura w takich miejscach mnie zachwyca. A znalazłam i takie cudeńka...


Architektura w Villafranca

Było sporo straganów z rękodziełem. Piękne cudeńka własnoręcznie robione- serwetki, mydełka, witraże, porcelana malowana. Było w czym wybierać.
Mnie jednak jak zawsze gnało w stronę kuchenną. Czyli tam gdzie przygotowują dania regionalne. Zazwyczaj na takich festynach można podejrzeć i posmakować kuchni danego regionu. Po cichutku się przyznam, że własnie kuchnia i to podglądanie jest głównym motywem mojego odwiedzania różnych festynów. I tym razem się nie zawiodłam...


Podgrzewanie form nad ogniskiem

Mogłam zobaczyć cały proces słynnych foccaci z tego regionu. Najpierw formy (takie same jak do panigacci) są rozgrzewane nad żywym ogniem. W tym czasie jest już przygotowane ciasto z drożdżami na foccacie. 


Układanie ciasta w nagrzanych foremkach

Jak widzicie w metalowych formach, żeby foremki "stały" w pionie , ciasto jest układane i nakrywane kolejną gorącą foremką. Od góry co jakąś chwilkę panowie naciskają na foremki, aby ciasto lepiej przylegało. 


Dopiekanie foccaci na żarze.

Na koniec foccacie są przekładane na żar i dopiekane w ten sposób. Dopiero wówczas delikatnie rosną, pęcznieją. Gotowe są podawane z czym sobie życzymy : prosciutto cotto lub crudo, salame i zazwyczaj z serkiem stracchino. Pychotka. 
Po jedzonku i wypiciu, oczywiście regionalnego piwka, poszliśmy oglądać inne atrakcje tego festynu. 


Proces wyrabiania papieru

Mogliśmy podejrzeć jak się wytwarzało w dawnych czasach papier czerpany. Można było nawet spróbować pisania piórem!


Wyrób mąki ze zboża

Starszy pan pokazywał nawet jak za dawnych czasów wyrabiano mąkę na chleb. Czyli jak się mieliło zboże domowym sposobem. 
Atrakcji było wiele. Były pokazy , parady, bitwy... wszystko w dawnych strojach. 
Wróciliśmy do domu późnym wieczorem. Zmęczeni, ale mając przed oczami kolorowe obrazki z festynu.
Ten festyn akurat był bardzo nastawiony na tradycję. Nie było straganów z "nowoczesnym sprzętem". Był jednak bardzo malutki. Za to było sporo atrakcji dla dzieci. Czy warto się na niego wybrać? Może specjalnie przyjeżdżać to nie, ale jeśli będziecie w okolicy kiedy będzie festyn to na pewno TAK. Taki festyn będzie idealnym urozmaiceniem wieczoru wakacyjnego. No i można podejrzeć tradycyjną kuchnię regionalną...