Życie

wtorek, 3 września 2019

Cukiniowe chipsy i nie tylko


Idąc dalej tematem cukinii.... Skoro czas i pora na to warzywo to z przeogromnym apetytem zrobiłam kolejne smakołyki.
Chipsy z cukinii to chyba najprostsze co można przyrządzić z tego warzywka.

Składniki:
No zgadnijcie.... Cukinia w dowolnej ilości,  ile lubimy. Będziemy też potrzebować patelnię, taką na której można smażyć bez tłuszczu o grubym dnie. Jeśli ktoś lubi to również troszkę soli, do oprószenia nią naszych chipsów.

Wybieramy cukinię nie zbyt duże. Myjemy i osuszamy ręcznikiem papierowym. Każdą ścieramy na tarce (lub kroimy), na cienkie plasterki po długości.


Cukinie na chipsy

Teraz rozgrzewamy dobrze patelnię bez żadnego tłuszczu. I układamy każdy plasterek cukinii na patelni.


Chipsy z cukinii

Rumienimy z każdej strony i zdejmujemy z patelni. Ot cała filozofia. Prawda że proste. Wyjmujemy na talerz, kto chce oprósza solą i chipsy gotowe!


Po usmażeniu

Bonusowy dodatek to.... można chipsy z cukinii przekształcić w fantastyczny dodatek do sałatek lub samodzielne "warzywa"do dania głównego.

Składniki:

Będą nam potrzebne chipsy z cukinii z przepisu powyżej, oliwka z oliwek, sól i ostra papryczka(ja używam suszonej).

Nasze wystudzone chipsy z cukinii układamy  najlepiej w szklanym pojemniku. Układamy warstwę chipsów, delikatnie solimy, dodajemy niewielką ilość ostrej papryczki i zalewamy delikatnie oliwką. układamy tak warstwowo aż wykorzystamy wszystkie cukinie. Na wierzch zalewamy więcej oliwki. Tak aby cukinie były prawie całe zakryte. Zakręcamy pojemnik i przechowujemy w lodówce. 


Chipsy z cukinii jako dodatek

Tak przygotowane cukinie nadają się jako dodatek do sałatek. Można je również wykorzystać do dekorowania kanapek lub koreczków. Pozostawiam pole do popisu Waszej wyobraźni.
Smacznego.

środa, 28 sierpnia 2019

Kwiatowa tempura.


Dostałam od sąsiadki cały kosz kwiatków... cukinii. Do wazonu ich nie wstawię. A teraz najlepszy czas na nie, są najsmaczniejsze. Szybka decyzja- postanowiłam je usmażyć. Właściwie przepisy, które mam na smażenie kwiatów cukinii są dwa. 
Zacznijmy od tego, że kwiatki trzeba oczyścić. 


Czyszczenie kwiatów

Chodzi o odcięcie łodyżki z pobocznymi zielonymi listkami i usunięciu pręcika kwiatowego z środka.


Kwiat na części

Ja miałam w planie smażenie kwiatków. Każdy kwiat więc przy myciu rozcinałam wzdłuż płatków. Jeśli jednak miałabym zamiar wypełnić farszem kwiaty (i tak można), wówczas kwiat pozostawiam oczywiście w całości. 


Osuszanie kwiatów na ręcznikach

Każdy kwiatek należy umyć pod bieżącą, letnią wodą. Strumień wody powinien być niezbyt silny, aby nie porozrywać delikatnych kwiatków. Otrząśnięte z wody układamy na ręcznikach papierowych, aby obeschły. 

W tym momencie możemy zająć się przygotowaniem ciasta. 
Podam Wam dwa przepisy. 

Składniki na przepis nr. 1:
5 łyżek mąki, zimna woda gazowana, szczypta soli, pieprz, łyżeczka startego parmezanu. Nie podaję ile zimnej wody ponieważ wodę dodaję mieszając mąkę, a ciasto ma być gęstości śmietany.


Ciasto do smażenia kwiatków.


Składniki na przepis nr.2:
6 łyżek mąki, zimne mleko, sól, pieprz, 1 jajko, łyżka startego parmezanu. Tak jak wyżej-nie podaję ilości mleka, po wymieszaniu składników powinno się uzyskać gęstość śmietany. Jeśli ciasto będzie za gęste możemy dodać mleko, jeśli za rzadkie- trochę mąki.

Oczywiście do obu przepisów potrzebujemy olej do smażenia. Kwiaty cukinii smażymy w głębokim tłuszczy warto więc zaopatrzyć się w dobrej jakości olej. Należy też pamiętać żeby olej rozgrzać do odpowiedniej temperatury (około 150 st. C). 

Każdy kwiatek maczamy w cieście. Delikatnie "obcieramy" o brzeg naczynia, aby zdjąć nadmiar ciasta. I kładziemy na patelnię. Olej powinien "zawrzeć". Gdy mamy odpowiednią temperaturę oleju kwiaty go nie wchłoną zbyt dużo i dzięki temu będą chrupiące. Kwiaty smażymy z każdej strony po kilka minut (do zrumieniania) i wykładamy na talerz wyłożony ręcznikami papierowymi. Po odsiąknięciu nadmiaru tłuszczu są gotowe do jedzenia. Jeśli ktoś lubi można je jeszcze lekko oprószyć solą.

Z pierwszego przepisu, kwiaty cukinii wychodzą bardziej chrupiące i odrobinę "lżejsze". 



Natomiast drugi przepis jest niewątpliwie bardziej kaloryczny, ale i troszkę mniej chrupiący. W drugim przypadku ciasto lepiej przylgnie do cukinii i będzie go po prostu więcej. 
W obu przypadkach kwiatki wychodzą znakomite. Chrypiące z wierzchu a delikatne w środku. Wiem, że w Polsce nie jest tak łatwo dostać kwiaty cukinii. Ale jeśli Wam się uda, spróbujcie zrobić smażone, naprawdę pycha. Jest to fantastyczna przekąska na gorąco... Choć znam takich którzy potrafią zjeść duże ilości jako pełnoprawne danie. :)))
Smacznego.


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Na Starej Farmie


Urlop, jak co roku spędziłam w Polsce. Czas ten poświęciłam całkowicie rodzinie, ciesząc się ich bliskością. 
Przyszedł jednak czas powrotu do życia codziennego, a jak wiecie pracy przy nowym domu nie brakuje. Zabrałam się więc za pracę ze zdwojoną energią. 
Któregoś dnia, po zjeżdżeniu okolicy w poszukiwaniu części i akcesoriów do kuchni, stwierdziliśmy że jesteśmy straszliwie głodni. Zanim dotarlibyśmy do domu i zaczęli przygotowywać jedzenie, brzuchy odmówiły by nam posłuszeństwa. Szybka decyzja i telefon do pobliskiej restauracji. 
Szczerze powiem, że nie byłam zachwycona, kiedyś już tam byliśmy (na kolacji ze znajomymi) i nie miałam najlepszych wspomnień smakowych. No ale cóż... pojechaliśmy.
W agroturystyce "Al Vecchio Podere" (Na Starej Farmie), proponują pranzo di lavoro (czyli lunch biznesowy). Jest to po prostu możliwość zjedzenia obiadu (najczęściej dla pracowników pobliskich fabryk, budowli ale nie tylko) w stałej cenie. W praktyce wygląda to tak, że restauracja serwuje dwa menu do wyboru, za jedną stałą cenę. 
I muszę Wam powiedzieć, że dużo się tam zmieniło od ostatniego mojego pobytu w tym miejscu. Restauracja została wyremontowana, jest jeszcze przytulniej i ładniej. Choć z zewnątrz wielkich zmian nie zauważyłam...


Restauracja z zewnątrz.

My zadzwoniliśmy 15 min. przed przyjazdem, żeby zapytać się czy jest wolne miejsce. Na szczęście było, ale restauracja była pełna łącznie ze stolikami na tarasie.

Jeśli chodzi o jedzenie to było przepysznie. Dlatego zdecydowałam Wam wspomnieć o tym miejscu. 
Chciałam Was przeprosić tym razem za jakość zdjęć, ale był to wypad spontaniczny i musiałam korzystać z aparatu w telefonie. 

Na pierwsze danie oboje wybraliśmy tagliatelle z sosie grzybowym. Raj dla podniebienia. Do wyboru były też ravioli z sosem pomidorowym. 


Tagliatelle z sosem z prawdziwków

Tak zostało nam podane to danie. Zapewniam, że oboje się już tym dobrze najedliśmy. Wprawdzie ja staram się zawsze "oszczędzać" przy pierwszym daniu. Nie jestem w stanie zjeść wszystkiego tak jak serwują włosi- czyli pierwsze, drugie danie i jeszcze deser. 


A tak prezentują się na talerzu

A tak tagliatelle prezentowały się na talerzu. Mniam. Uwielbiam  sos grzybowy, a jak jest z prawdziwków to już w ogóle.

Niestety nasz pobyt w tej restauracji odbył się z lekkimi sensacjami. Pomiędzy pierwszym a drugim daniem odczuliśmy wstrząsy których epicentrum było w Borgo Val di Taro o sile 3,9 M. Niby nie silne, ale odczuwalne... A ja strasznie się boję trzęsień.

Wracając do jedzenie. Drugie danie zostało podane podobnie jak pierwsze, ponieważ wybraliśmy oboje to samo czyli arrosto (pieczeń).
Jako druga propozycja, były pieczone żeberka.


Arrosto z sałatką

Znowu muszę bardzo pochwalić to danie. Mięso było świeże, mięciutkie i dobrze doprawione. Ja jako dodatek wybrałam sałatkę. Mój mąż wybrał ziemniaczki pieczone.

Natomiast na deser był już większy wybór słodkości. Propozycji było z pięć, różne ciasta i kremy. My wybraliśmy crema catalana (krem kataloński) i panna cotta (przepis na panna cotta, podawałam tutaj). 


Słodkości na talerzu

I jedno i drugie było bardzo smaczne. Jednak ja nadal obstaję za panna cotta, szczególnie po tak obfitym posiłku. Jakoś lżejszy wydaje mi się taki deser. :))) A może dlatego, że jest zimny? A, że słodkości uwielbiam, to na deser musiałam zostawić troszkę miejsca w brzuchu.


Mój ulubiony deser.

Nasza ucztę zakończyliśmy na deserze. 
Okazało się, że zupełnie spontanicznie dałam drugą szansę restauracji którą właściwie skreśliłam. A było warto dać tę szansę. 
Dodatkowo obiad (pracowniczy) jest nie drogi , a jakże smaczny i sycący. Do tego okolica naprawdę piękna. Po obiedzie dla spalenia kalorii jest gdzie pospacerować. 
Dokładny adres restauracji "Al Vecchio Podere" to- via Mochignano di sotto, 3 Bagnone. A dojazd jest dość prosty. Jadąc w górę  Bagnone za mostem  należy skręcić w lewo i dalej jechać SP28.  Po dwóch ostrych zakrętach po prawej stronie drogi jest drogowskaz na Mochignano di Sotto. Jadąc tą wąską drogą po kilku minutach dojeżdżamy na miejsce.

Jeśli będziecie w tej okolicy i będziecie mieli ochotę na spróbowanie "domowej kuchni" z Lunigiany to warto odwiedzić właśnie "Al Vecchio Podere".

czwartek, 11 lipca 2019

Festyn w Villafranca


Po naszej przeprowadzce do nowej miejscowości właściwie cały czas siedzimy w domu i remontujemy. Chcemy jak najszybciej doprowadzić dom do stanu o jakim marzymy.
No ale w ostatnią sobotę okazało się, że w miasteczku jest festyn! Bardzo chcieliśmy zobaczyć jak taki festyn wygląda w tak malutkiej miejscowości. Po części remontowej, szybki prysznic i już byliśmy gotowi na wieczorny spacer.


Villafranca wieczorową porą


Festyn odbywał się w najstarszej części miasteczka. "Zu p'r el Borgh"-pod takim tytułem odbywała się impreza w starożytnej wiosce San Nicolo. 
Jak zawsze architektura w takich miejscach mnie zachwyca. A znalazłam i takie cudeńka...


Architektura w Villafranca

Było sporo straganów z rękodziełem. Piękne cudeńka własnoręcznie robione- serwetki, mydełka, witraże, porcelana malowana. Było w czym wybierać.
Mnie jednak jak zawsze gnało w stronę kuchenną. Czyli tam gdzie przygotowują dania regionalne. Zazwyczaj na takich festynach można podejrzeć i posmakować kuchni danego regionu. Po cichutku się przyznam, że własnie kuchnia i to podglądanie jest głównym motywem mojego odwiedzania różnych festynów. I tym razem się nie zawiodłam...


Podgrzewanie form nad ogniskiem

Mogłam zobaczyć cały proces słynnych foccaci z tego regionu. Najpierw formy (takie same jak do panigacci) są rozgrzewane nad żywym ogniem. W tym czasie jest już przygotowane ciasto z drożdżami na foccacie. 


Układanie ciasta w nagrzanych foremkach

Jak widzicie w metalowych formach, żeby foremki "stały" w pionie , ciasto jest układane i nakrywane kolejną gorącą foremką. Od góry co jakąś chwilkę panowie naciskają na foremki, aby ciasto lepiej przylegało. 


Dopiekanie foccaci na żarze.

Na koniec foccacie są przekładane na żar i dopiekane w ten sposób. Dopiero wówczas delikatnie rosną, pęcznieją. Gotowe są podawane z czym sobie życzymy : prosciutto cotto lub crudo, salame i zazwyczaj z serkiem stracchino. Pychotka. 
Po jedzonku i wypiciu, oczywiście regionalnego piwka, poszliśmy oglądać inne atrakcje tego festynu. 


Proces wyrabiania papieru

Mogliśmy podejrzeć jak się wytwarzało w dawnych czasach papier czerpany. Można było nawet spróbować pisania piórem!


Wyrób mąki ze zboża

Starszy pan pokazywał nawet jak za dawnych czasów wyrabiano mąkę na chleb. Czyli jak się mieliło zboże domowym sposobem. 
Atrakcji było wiele. Były pokazy , parady, bitwy... wszystko w dawnych strojach. 
Wróciliśmy do domu późnym wieczorem. Zmęczeni, ale mając przed oczami kolorowe obrazki z festynu.
Ten festyn akurat był bardzo nastawiony na tradycję. Nie było straganów z "nowoczesnym sprzętem". Był jednak bardzo malutki. Za to było sporo atrakcji dla dzieci. Czy warto się na niego wybrać? Może specjalnie przyjeżdżać to nie, ale jeśli będziecie w okolicy kiedy będzie festyn to na pewno TAK. Taki festyn będzie idealnym urozmaiceniem wieczoru wakacyjnego. No i można podejrzeć tradycyjną kuchnię regionalną...