Życie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mini Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mini Podróże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2020

Zamek Malgrate

Tym razem to my tylko wyszliśmy z psem na spacer, a wyszło zwiedzanie zamku. Czasem i tak bywa. Z drugiej strony aż wstyd się przyznać, że od roku mieszkamy tak blisko, a jeszcze go nie zwiedziliśmy.

Na zamek można dojechać oczywiście samochodem. Jest parking zaraz przed bramą zamkową. My jednak poszliśmy spacerkiem. Od nas z domu to około 15 minut.

Zamek Malgrate to średniowieczna fortyfikacja, ale... No własnie, niektórzy historycy łączą powstanie zamku z wcześniej znajdującą się w pobliżu starożytną osadą Gragnana. 

Zamek Malgrate

Zamek należał do rodziny Malaspina. Po śmierci głowy rodu- markiza Noccolo I Malaspina, zamak w Malgrate dostał się jego synowi - Barnabo Malaspina. Pierwsze wzmianki o zamku są z roku 1351. Sam zamek zapewne istniał już wcześniej. Ale to właśnie dzięki Barnabo Malaspina na zamku rozpoczęto prace fortyfikacyjne. Umocniono i zamek i wioskę do niego przylegającą. Przez dwa i pół wieku zamek pozostawał w rękach rodziny Malaspina. Choć był to ciężki czas napięć i walki o wpływy w Lunigianie pomiędzy Księstwem Mediolanu a Republiką Florencji. W 1615 roku Cesare II mocno zadłużony i nie posiadając męskich potomków przekazał zamek w ręce mediolańskie. W roku 1641 zamek ponownie sprzedano tym razem szlacheckiej rodzinie Ariberti z Cremony. Rodzina Ariberti przekształciła zamek z fortecy wojennej w mieszczańską rezydencję. W XIX wieku zamek zaczął popadać w ruinę. Ogołocono go z całego majątku. Nie zachowało się nic z dawnego wyposażenia. Dziś zamek przeszedł na własność państwa. Dzięki funduszom i dawnym zapiskom został odrestaurowany.

Zamek rodziny Malaspina

Zamek Malgrate usytuowany jest na wzgórzu i góruje nad doliną rzeki Bagnone. Znajduje się też na przecięciu ważnych szlaków komunikacyjnych Apeninów, Garfagnana i Cisa. Po przekroczeniu bramy do wioski wchodzimy na główny plac. Stąd schodami kamiennymi, które zastąpiły dawny zwodzony most, wchodzimy do zamku. Nad zamkiem króluje 25 metrowa wieża. Bardzo okazała i pięknie zachowana, niestety nie można jej zwiedzać. 

25 metrowa wieża(Malgrate)

Możemy za to przespacerować się chodnikami patrolowymi znajdującymi się na murach osłonowych ozdobionych blankami. Z góry rozpościera się niesamowity widok na okolicę. 

Widok z zamku Malgrate

Z tego miejsca widać także nasz dom. 

Zamek na pewno nie przedstawia już sobą dawnej świetności ze wspaniale wyposażonym wnętrzem. Jednak odczuwa się jego wielkość. Te mury , te widoki. Zachowała się także kapliczka wybudowana w 1642 roku na zlecenie Bartolomeo Ariberti.

Kapliczka na zamku Malgrate

Warto po zwiedzeniu zamku przejść się uliczkami wioski Malgrate. Wioska jest odrestaurowana i bardzo zadbana. A właściwie na każdym z murów domów można doszukać się dawnych elementów i ozdobień. 

Ozdoby na murach (Malgrate)

Wioska Malgrate

Bardzo często przy zwiedzaniu takich miejsc zastanawiam się jak wyglądało tu życia w tamtych czasach. Jak wyglądały komnaty na zamku? Jak wyglądały drogi? Gdy przysiadłam na placu przed zamkiem i przymknęłam oczy, udało mi się to wszystko wyobrazić.... 

Zamek Malgrate jest otwarty codziennie  9-13 i 15-18. Wstęp kosztował nas 2 euro od osoby . Obecny czas jest pod znakiem wirusa, więc wiadomo wejście w maseczce. Zwiedzających było z tegoż powodu bardzo mało i chyba dlatego pani pozwoliła nam wejść z psem.

W okolicy jest kilka zamków należących do rodziny Malaspina. Z czasem postaram się zwiedzić je wszystkie i opisać. Część z nich obecnie jest w rękach prywatnych i możliwość zwiedzania jest tylko kilka dni w roku. 

Jeśli kiedyś będziecie w okolicy to naprawdę warto zwiedzić ten zamek i oczywiście wioskę Malgrate.


czwartek, 11 lipca 2019

Festyn w Villafranca


Po naszej przeprowadzce do nowej miejscowości właściwie cały czas siedzimy w domu i remontujemy. Chcemy jak najszybciej doprowadzić dom do stanu o jakim marzymy.
No ale w ostatnią sobotę okazało się, że w miasteczku jest festyn! Bardzo chcieliśmy zobaczyć jak taki festyn wygląda w tak malutkiej miejscowości. Po części remontowej, szybki prysznic i już byliśmy gotowi na wieczorny spacer.


Villafranca wieczorową porą


Festyn odbywał się w najstarszej części miasteczka. "Zu p'r el Borgh"-pod takim tytułem odbywała się impreza w starożytnej wiosce San Nicolo. 
Jak zawsze architektura w takich miejscach mnie zachwyca. A znalazłam i takie cudeńka...


Architektura w Villafranca

Było sporo straganów z rękodziełem. Piękne cudeńka własnoręcznie robione- serwetki, mydełka, witraże, porcelana malowana. Było w czym wybierać.
Mnie jednak jak zawsze gnało w stronę kuchenną. Czyli tam gdzie przygotowują dania regionalne. Zazwyczaj na takich festynach można podejrzeć i posmakować kuchni danego regionu. Po cichutku się przyznam, że własnie kuchnia i to podglądanie jest głównym motywem mojego odwiedzania różnych festynów. I tym razem się nie zawiodłam...


Podgrzewanie form nad ogniskiem

Mogłam zobaczyć cały proces słynnych foccaci z tego regionu. Najpierw formy (takie same jak do panigacci) są rozgrzewane nad żywym ogniem. W tym czasie jest już przygotowane ciasto z drożdżami na foccacie. 


Układanie ciasta w nagrzanych foremkach

Jak widzicie w metalowych formach, żeby foremki "stały" w pionie , ciasto jest układane i nakrywane kolejną gorącą foremką. Od góry co jakąś chwilkę panowie naciskają na foremki, aby ciasto lepiej przylegało. 


Dopiekanie foccaci na żarze.

Na koniec foccacie są przekładane na żar i dopiekane w ten sposób. Dopiero wówczas delikatnie rosną, pęcznieją. Gotowe są podawane z czym sobie życzymy : prosciutto cotto lub crudo, salame i zazwyczaj z serkiem stracchino. Pychotka. 
Po jedzonku i wypiciu, oczywiście regionalnego piwka, poszliśmy oglądać inne atrakcje tego festynu. 


Proces wyrabiania papieru

Mogliśmy podejrzeć jak się wytwarzało w dawnych czasach papier czerpany. Można było nawet spróbować pisania piórem!


Wyrób mąki ze zboża

Starszy pan pokazywał nawet jak za dawnych czasów wyrabiano mąkę na chleb. Czyli jak się mieliło zboże domowym sposobem. 
Atrakcji było wiele. Były pokazy , parady, bitwy... wszystko w dawnych strojach. 
Wróciliśmy do domu późnym wieczorem. Zmęczeni, ale mając przed oczami kolorowe obrazki z festynu.
Ten festyn akurat był bardzo nastawiony na tradycję. Nie było straganów z "nowoczesnym sprzętem". Był jednak bardzo malutki. Za to było sporo atrakcji dla dzieci. Czy warto się na niego wybrać? Może specjalnie przyjeżdżać to nie, ale jeśli będziecie w okolicy kiedy będzie festyn to na pewno TAK. Taki festyn będzie idealnym urozmaiceniem wieczoru wakacyjnego. No i można podejrzeć tradycyjną kuchnię regionalną...

wtorek, 2 lipca 2019

Prawie urlopowo


Jak wszem i wobec wiadomo we Włoszech jak urlop to sierpień. Wówczas zapełniają się plaże, kurorty... Wszelakie wycieczki i bilety na cokolwiek (muzeum, pokazy, koncerty) trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. 
Ja za czasów jeszcze szkolnych zawsze starałam się wyjechać z mojego miasta w wakacje. Najczęściej w góry i najczęściej pod namiot. Raz że lubiłam , dwa że ekonomicznie wychodziło. Odnoszę wrażenie, że Polacy traktują morze i góry "po równo". Część Polski jeździ nad morze, część w góry. Oczywiście piszę o ludziach pozostających w kraju. 
Bardzo cieszy mnie fakt, że coraz więcej Polaków wyjeżdża na zagraniczne wojaże. Mamy coraz więcej możliwości! A pula atrakcji jest ogromna. Chyba nie ma regionu na Świecie gdzie nie można by było pojechać teraz na wakacje. Oczywiście kierunek wakacji i rodzaj zależy od możliwości finansowych.
Polacy nadal często wybierają Włochy jako docelowy punkt swoich wakacji. Nie będę tutaj zachwalała Włoch, bo jak jest każdy wie. Włochy od wielu, wielu lat nastawione są na turystykę. Baza noclegowa i atrakcji jest ogromna. Właściwie każdy region Włoch jest ciekawy. Architektura, widoki, góry, morze, wyspy, plaże, muzea....można tak wymieniać i wymieniać. Są całe miejscowości nadmorskie zabudowane prawie tylko hotelami. Jak tam pojechać zimą to wszystko zamknięte, latem natomiast tętni życiem wypełnione po brzegi turystami.
Odnoszę wrażenie, rozmawiając z Włochami, że mają tendencję: zimą - góry, latem - morze.
Dlatego troszeczkę mniej turystów znajdziemy latem w górach. Jak dla mnie ideał. Ja preferuję góry.  

Widok na rzekę i góry

O urlopach i planach urlopowych można pisać i pisać. Nasze marzenia, nasze możliwości. Zazwyczaj każda, czy Polska czy Włoska rodzina, urlop planuje z jakimś wyprzedzeniem, szczególnie gdy w rodzinie są też dzieci. Młodzieńcze, spontaniczne wyjazdy też oczywiście są wspaniałe. 

Przed jakimkolwiek wyjazdem należałoby się przynajmniej zorientować w bazie noclegowej. Musimy pamiętać aby mierzyć siły, na zamiary. Nie ma co szarżować. Piszę oczywiście bardziej pod kierunkiem wakacji w górach. Trzeba pamiętać, że te piękne szczyty są też zdradliwe i ryzykowne. To, że na szlak nie trzeba iść z przewodnikiem nie znaczy, że jesteśmy kozicami górskimi. Pamiętajmy o wychodzeniu rano, po sprawdzeniu pogody, w odpowiednim obuwiu i ubraniu i z mapą! O jedzeniu, piciu, apteczce i poinformowaniu kogoś gdzie idziemy, nie wspomnę, bo to oczywiste. Wcześniej sprawdzamy jaki jest szlak i ile trwa. Jeśli nie za często bywamy w górach, doliczmy sobie jeszcze troszkę czasu do tego który jest wyliczony. Na pewno pójdziemy wolniej i częściej będziemy odpoczywać. Dla ludzi (takich jak ja) z aparatem w reku, też należy doliczyć czas. Zdjęć przecież nie robi się w biegu...

Zdjęciocha nad jeziorkiem


A przy wybraniu plaży... Pamiętajmy, że należy dobrze zwrócić uwagę na słońce. To "włoskie słońce" naprawdę mocno grzeje. O poparzenia nie jest trudno. Także dobry krem z filtrem, jakiś kapelusz i zapas wody. Patrząc na plaże w 5 terre są to głównie plaże kamieniste. Uważać trzeba głównie na dzieci. Wiem, sama widziałam , młodzież skaczącą ze skałek- jednak absolutnie nie polecam. Chyba, że w miejscu dozwolonym. Pamiętajmy po prostu o tym, że  na wakacje trzeba też "zabrać głowę" i myśleć. 

Morze liguryjskie.


Jest też część osób, takich jak ja, która żyjąc w innym kraju na wakacje wraca w rodzinne strony. Znam całą masę Polaków którzy tłumnie na urlopy przyjeżdża odwiedzić swoje rodziny w kraju. Śmiać mi się chce, że kiedyś wszelkimi możliwymi sposobami organizowałam wyjazdy z rodzinnej miejscowości, a teraz organizuję w odwrotnym kierunku. 
Jak cudownie jest móc pobyć z rodziną w kraju, bez pośpiechu, na spokojnie. Zjeść domowy obiad u mamy, pobyć z rodzeństwem. Wieczorne rozmowy a nawet zwykłe wspólne zakupy sprawiają wiele radości. Wtedy okazuje się, że w tej naszej rodzinnej miejscowości też jest sporo atrakcji, a my stęskniliśmy się nawet za znajomymi uliczkami, kawiarenkami.

A Wy jak spędzacie urlopy? Planujecie z wyprzedzeniem, czy spontanicznie wyjeżdżacie?
Góry, czy jednak morze? Lasy, czy jeziora?A może muzea i podziwianie architektury?
Gdziekolwiek byście się wybierali życzę miłych, spokojnych, radosnych, pełnych atrakcji, ekscytujących wakacji!

wtorek, 30 kwietnia 2019

Szlak nr. 525 - Sanktuarium


Ostatnimi czasy wybieramy szlaki troszkę mniej znane.
Mój małżonek przypomniał sobie o szlaku, który przechodził obok jego szkoły. Pojechaliśmy więc do moich teściów i weszliśmy na szlak w okolicach ich domu. 
Z centrum La Spezii należy wsiąść w autobus linii 21, P lub 11 i wysiąść w Fabiano Basso. A tam niedaleko apteki rozpoczyna się szlak nr. 525.  

Szlak do Sanktuarium Madonna dell'Olmo

Zaprowadzi on nas do Sanktuarium della Madonna  dell'Olmo. Szlak zaczyna się na poziomie morza a wznosi się na wysokość 280 m. n. p. m. Niby nie dużo, prawda? Jednak gdy stanęłam na początku szlaku, miałam w głowie tylko jedną piosenkę... śpiewaną przez Piotra Fronczewskiego "Schody".

Schody-szlak do Sanktuarium

Zdjęcie- zagadka wyszło przy okazji. No bo te schody to w górę czy w dół prowadzą? 
Powolutku idąc ciągle ku górze za plecami mieliśmy coraz piękniejsze widoki. Panoramę na La Spezie i okolice.

Panorama La Spezii

Większość szlaku prowadzi pomiędzy domami i oczywiście schody, schody, schody...
My trafiliśmy na niezbyt piękną pogodę, a widoki i tak były przepiekne.
Idąc w górę,  po drodze mijamy kościół w Fabiano Alto. 

Kościół w Fabiano Alto

Jest to kościół pod wezwaniem Świętego Andrzeja Apostoła. Kościół w obecnej formie istniej od XVIII wieku . W dawniejszych czasach istniał tutaj inny kościół w tym miejscu z czasem przebudowywany i powiększany.
My jednak uparcie, dalej szlakiem , a właściwie to schodami, schodami, schodami w górę...
W pewnym miejscu szlak przerywa jezdnia. Należy przejść na drugą stronę. Bardzo jednak uważajcie, bo przejścia (sygnalizacji) w tym miejscu nie ma.

Restauracja na szlaku

Szlak jest dobrze oznaczony, raczej nie można się zgubić. Przy okazji chciałam wspomnieć, że droga prowadzi obok bardzo fajnej restauracji. Warto tam zajrzeć na dobrą pizze. Szczególnie kolacje na tarasie z takim widokiem smakują jeszcze lepiej. Na pewno Wam opiszę kiedyś co i jak można tam zjeść.
Droga nasza dalej pięła się schodami ku Sanktuarium. 
Jak już dzieliło nas od osiągnięcia celu kilka stopni, zaczął padać deszcz. Ech... No cóż przecież do celu trzeba dojść. Udało mi się jeszcze uchwycić na zdjęciu piękną panoramę zatoki La Spezii.

Panorama La Spezii i okolic

A Sanktuarium witało nas już w rzęsistym deszczu. Zastaliśmy drzwi zamknięte, ale  niczego innego się nie spodziewaliśmy. 

Sanktuarium na szlaku nr.525

Troszkę historii... Początek kultu Madonny w tym miejscu sięga 1640 r. Gdy wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem namalowany na płycie łupkowej został umieszczony przy drodze. To właśnie przy nim podróżni zatrzymywali się na modlitwę. Nie wiadomo skąd pochodzi ów obraz, ani kto go namalował. W pierwszych latach wizerunek Madonny zwano Madonną del Monte (monte- góra, tłum.), ponieważ miejsce gdzie się ona znajduje jest na Monte Santa Croce. Pod koniec XVII wieku obraz zaczął być czczony tak bardzo, że postanowiono wznieść w tym miejscu Sanktuarium. W późniejszym czasie obraz zwano już Madonna dell'Olmo podobno od ogromnego Wiązu (Olmo- Wiąz, tłum.), który rósł na terenie świątyni. Przez ponad 170 lat liczba pielgrzymów stopniowo rosła. W 1838 roku podjęto decyzję o powiększeniu kościoła. W szczególności jako podziękowanie dla Madonny za jej wstawiennictwo podczas epidemii dżumy w 1817 r. I tak 8 kwietnia 1844 r. ks. Filippo Farina pobłogosławił Sanktuarium della Madonna dell'Olmo.
Po dziś dzień Świątynię odwiedzają pielgrzymi. A co roku w drugą niedzielę maja odbywa się pielgrzymka z Fabiano Basso aż do Sanktuarium. Dokładnie drogą szlaku nr. 525. Za dawniejszych czasów, podobno wierni pokonywali tą trasę na kolanach. Obecnie, niektórzy skracają sobie nawet samą drogę, idąc w górę dopiero od restauracji którą mijaliśmy .

My podumaliśmy chwilkę w deszczu przed Sanktuarium. Skryliśmy się pod niewielkim daszkiem , aby zjeść kanapkę i napić ciepłej herbatki z termosu. W tym czasie, deszcz przestał padać aż tak rzęsiście. Co pozwoliło nam na rozejrzenie się po placu przed kościołem. 

Plac przed kościołem

I udaliśmy się w drogę powrotną.  Jest wprawdzie możliwość kontynuowania szlaku nr. 525, który jeszcze dalej pnie się w górę, my jednak woleliśmy juz nie kusić losu przy takiej pogodzie. W tym miejscu chciałam Wam bardzo zwrócić uwagę na jedną rzecz... Pamiętajcie kamienie po deszczu są bardzo śliskie! Trzeba bardzo uważać.  Cały szlak jest złożony ze schodów z kamienia. Nawet przy dobrym obuwiu o poślizg nie trudno.
Bardzo ostrożnie zaczęliśmy schodzić w dół. A było i czym się zachwycać. Ja w ogóle uwielbiam Włochy wiosną. Ta eksplozja barw, zapachów...

Kwitnące kwiaty wzdłuż szlaku

Podsumowując.
 Szlak bardzo krótki, wejście zajęło nam około 40 min. Szliśmy powolutku, nie spiesząc się. Jest to też dość prosty szlak, choć to zależy jak komu idzie wchodzenie po schodach. Uważać tylko trzeba bardzo przy ewentualnym deszczu. Uwaga bywa ślisko!!! Szlak nr. 525 jest dobrze oznaczony. Zaznaczam to, bo różnie to bywa we Włoszech ze znakowaniem szlaków. 



czwartek, 4 kwietnia 2019

Spacerkiem po Viareggio.


Ostatnio w życiu, mamy straszną gonitwę. Brak czasu na wiele codziennych spraw. Przy konieczności odwiedzenie Viareggio, znaleźliśmy jednak moment na krótki spacer przepiękną promenadą.


Viareggio promenada

Do Viareggio z La Spezii dojechaliśmy autostradą. Około 40 min. jazdy. Polecam jednak przyjazd pociągiem. Miejscowość jest bardzo często odwiedzana i znalezienie wolnego miejsca parkingowego zajmuje sporo czasu. 
Nasza droga na promenadę prowadziła...obok pięknie zakotwiczonych łódek, wszelakiej "maści" i wielkości.


Zakotwiczone statki

Także jak widać i ten "parking" był zapełniony.

Viareggio jest miejscowością nadmorską w prowincji Lukka w regionie Toskania.
Troszkę historii:  najprawdopodobniej nazwa miasta pochodzi od via regis, wytyczonej w średniowieczu łączącej nadmorskie fortyfikacje z miejscowością Lukka. Na terenach okalających Viareggio znaleziono wiele śladów świadczących o aktywnej obecności populacji prehistorycznej. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z 1169 roku, kiedy to wybudowano na nabrzeżu  wieżę straży przybrzeżnej. Przez kolejne wieki na tych terenach trwały ciągłe walki o wpływy terytorialne pomiędzy Lukką a Pisą. Około roku 1739 wreszcie udało się całkowicie osuszyć bagnisty teren Viareggio. Dzięki temu coraz więcej szlachty z Lukki budowała tutaj swoje pałace. Kolejnymi zawirowaniami historycznymi były czasy napoleońskie. Przez pewien czas Viareggio należało do Cesarstwa Francuskiego. Natomiast 5 września roku 1847 Lukka została przejęta przez Toskanię a Viareggio stało się kurortem nadmorskim dla mieszkańców Lukki i całej Toskanii. Na początku XX wieku Viareggio przeżywało znaczący rozwój nabrzeża i przemysłu nadmorskiego. To wtedy powstała wspaniała Promenada ze wszystkimi sklepikami i kawiarniami, a miasto uzyskało tytuł "Perły Morza Tyrreńskiego". W czasie II wojny światowej Viareggio zostało dość mocno zbombardowane. Po wojnie przystąpiono do odbudowy miasta i przywróceniu mu dawnej świetności. Oczywiście to w naprawdę w wielkim skrócie historia tej miejscowości. Kto chciałby bardziej zgłębić historię Viareggio polecam zajrzenie na Wikipedię, skąd i ja zaczerpnęłam powyższe informacje.



Kawiarnia w Viareggio

My udaliśmy się na krótki spacer właśnie tą słynną Promenadą.  Tu naprawdę każdy budynek ma swoją historię. Większość została zaprojektowana przez znanych architektów i dekoratorów: Alfredo Belluomini,  Galileo Chini, Ugo Giusti. 


Jedno z kąpielisk w Viareggio

A każdy budynek jest na swój sposób okazały i piękny.



Viareggio słynie też z jednej z największych parad karnawałowych we Włoszech. Burlamacco to postać podobna do klauna. Przewodzi karnawałowi w Viareggio i jest maskotką miasta. Ma oczywiście swój pomnik, usytuowany na promenadzie.


Burlamacco symbol karnawału.

Wprawdzie karnawał w tym roku już się zakończył, ale informacja w jakie dni odbędzie  się parada w przyszłym roku już została umieszczona w bardzo widocznym miejscu...


Info o karnawale 2020

Powrotny spacer do samochodu postanowiliśmy odbyć plażą. Na tyłach każdego z tych pięknych budynków jest plaża. Powstały one przecież jako kąpieliska. Viareggio to 10 km. piaszczystej plaży. Z czego w okresie letnim 6 km. to plaże płatne.


Najpiękniejszy widok.

Moim oczom ukazał się jeden z moich ulubionych widoków we Włoszech- morze, plaża i góry w jednym zasięgu oka (obiektywu). Uwielbiam. 
Niestety latem większość tej plaży jest podzielona na sektory, z dostępem do leżaków i parasoli po wykupieniu miejsca. Oczywiście chętnych i tak nie brakuje. Ceny zmieniają się co sezon, więc nie jestem w stanie jeszcze podać jak będzie tym razem. Ale 4 km. plaży pozostaje bezpłatna!
I tym oto spacerkiem doszliśmy do mostu...



Ostatnie zerknięcie na promenadę i udaliśmy się w powrotną drogę do La Spezii.

Viareggio jest miejscowością ładną i interesującą. Ale ja najbardziej lubię ją właśnie za tą Promenadę. Szczególnie teraz w okresie wiosennym, gdy jeszcze nie ma upałów i spaceruje się naprawdę z ogromną przyjemnością.

A może już mieliście okazję odwiedzić Viareggio? Może byliście w trakcie Karnawału?
Jeśli tak, to dajcie znać w komentarzach.

wtorek, 26 lutego 2019

Bagnone - małe jest piękne.


Tym razem wybrałam się sama na kilkugodzinną przechadzkę do wioski oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od La Spezii. Oczywiście dojechałam tam pociągiem (koszt biletu 3,60 euro). Pół godziny w pociągu między La Spezia a Villafranca upłynęło mi na czytaniu książki. Na dworcu w Villafranca wsiadłam w autobus do Bangone (nr. autobusu 15, lub 22, koszt 1,50 euro) i po 10 min. byłam na miejscu. 

Górne Bagnone


Na zdjęciu jest górna część miasteczka z zamkiem. Ja wysiadłam w dolnej części na głównym placu. Trzeba pamiętać, że we Włoszech przystanki autobusowe są na żądanie. Trzeba więc skorzystać z przycisku w autobusie aby na danym przystanku się zatrzymał. 

Zaglądając do historii tej wioski-
Pierwsze wzmianki o miejscowości Bagnone w dokumentacji pojawiły się w 963 r. Nazwa miasteczka pochodzi od rzeki, która płynie niedaleko zamku- pierwotnego centrum miasta.
Jednak same te tereny były zamieszkałe już od epoki kamienia, a odkrycie statuy Steli (o statuach pisałam tutaj ) w Treschietto udowadnia ludzką obecność na tych terenach w epoce brązu.
Bagnone znajduje się na terenie historycznego regionu- Lunigiana. Region ten został podzielony pomiędzy istniejące Liguria i Toskania. Samo miasteczko leży na przecięciu dawnych, ważnych szlaków komunikacyjnych. Zamek w Bagnone jest jednym z 60 w Lunigianie. 
Patrząc na zabudowę Bagnone, odnoszę wrażenie jakby była "spontaniczna". Budowniczowie musieli uwzględniać naturalne przeszkody (głazy, rzeki). Wygląda to jakby było troszkę"krzywo", a np. kolumny różniły się od siebie. 
W Bagnone jest też kilka mostów. Najpiękniejszy, choć najmniej okazały  jest dla mnie Ponte Vecchio. 

Stary most

Łączył on, od czasów średniowiecznych, górny zamek z dolną częścią Bagnone, aby ludzie mogli udać się na targ który się tam odbywał. 
Wzdłuż rzeki z czasem powstało wiele domostw. Większość z przepięknymi ogrodami, które "schodziły" prawie do samej rzeki. Obecnie wiele z nich oferuje pokoje do wynajęcia na wakacje.

Przydomowe ogrody

Chodząc uliczkami miasteczka, właściwie na każdym kroku znajdowałam jakieś "perełki". Odnalazłam dwie stare pralnie. Niestety obie są totalnie zaniedbane. Aż ciężko pokazywać Wam coś takiego. Widocznie jeszcze nie doczekały się odremontowania.

Zaniedbana pralnia publiczna


Za to podczas dalszego łazikowania odkryłam przepiękne ujęcie wody.

Ujęcie wodne-Lew

W Bagnone, jak i w większości włoskich miejscowości, jest kilka kościołów. Niestety byłam tam w środku tygodnia w godzinach porannych i zastałam je wszystkie zamknięte.
Moim oczom natomiast ukazał się zaskakujący jak dla mieszczucha widok. Tutaj natomiast zdawało się, że dość normalny... Pan nawet grzecznie powiedział mi "dzień dobry". Po czym dotarł do baru. "Zaparkował" konika przed i poszedł na kawę. Tylko teraz sobie nie pomyślcie, że tam tak wszyscy... Nie, nie wszyscy to jeżdżą samochodami.

Konik w Bagnone

Podsumowując, Bagnone to małe ale piękne miasteczko. Oprócz kościołów, zabytkowych domów, sklepów, restauracji i barów znajduje się tutaj teatr. A w okolicy kolejne 3 zamki. 
Tym razem, czas mi na więcej nie pozwolił i musiałam już wracać do La Spezii. Kolejnym razem wybiorę się na wycieczkę szlakami okolicznych zamków. 

Herb na murze w Bagnone

W średniowieczu były tu ważne szlaki komunikacyjne. Zamki i fortyfikacje wojskowe budowane były także w celu zapewnienia bezpieczeństwa na tychże szlakach. W okolicznych gęstych lasach grasowały bandy złodziejaszków. Były to czasy dość mroczne i niebezpieczne. Obecnie większość tych szlaków już nie istnieje, no i jest bezpiecznie. Mam w planach przejść, w miarę możliwości szlak pomiędzy okolicznymi zamkami. Zobaczymy czy się uda...


poniedziałek, 21 stycznia 2019

Zakupy w Brugnato


Tym razem będzie troszkę nietypowo. No, ale szał przecen zimowych możemy już oglądać  w pełnej krasie... Przyznaję się, czasem wychodzi ze mnie typowa kobietka i lubię iść poszukać okazji wśród przecen. 
Tym razem wybraliśmy się do Outlet  w niedalekiej okolicy. Wiedzieliśmy po co jedziemy, jakie mamy potrzeby. A mieliśmy nadzieję, że tam uda nam się kupić jeszcze taniej. 
Brugnato 5Terre Outlet Village, jak sama nazwa sugeruje znajduje się w Brugnato. Jest to nieduża miejscowość w prowincji La Spezii w regionie Liguria. Z La Spezii do Brugnato prosty dojazd autostradą w kierunku Genova. Outlet widać już z autostrady po prawej stronie więc nie można się pomylić. 


Brugnato 5Terre Outlet Village

Jest to niezbyt duży Outlet, więc i sklepów  nie ma nie wiadomo jak dużo, ale jak dla mnie wystarczająco. No i takie które mnie odpowiadają. 
Wszystkie marki są wymienione w tym linku Sklepy- Outlet Brugnato .



Jest sporo miejsca na spokojne przechodzenie pomiędzy sklepami.



Oczywiście mam tu kilka swoich ulubionych marek. Dlatego z dużą chęcią zaglądam właśnie tutaj na zakupy.


Sklep John Ashfield

Można w przerwie między zakupami zajrzeć do sklepu Lindt . W sklepie oprócz słodyczy można napić się dobrej kawy, zjeść ciastko lub przepyszne lody.



Udało nam się zakupić wszystko po co tam pojechaliśmy. Choć był nawet zbyt duży wybór i łatwo nie było...



Na koniec zdecydowaliśmy się szybki obiad też zjeść  w Outlet. Było smacznie, choć niestety nie tak jak w domu. 



Na koniec dodam, że ten Outlet istnieje dopiero od kilku lat. Naprawdę często są w nim dodatkowe obniżki. Czasem odbywają się tam także różnego rodzaju imprezy. Położony jest w ładnej okolicy. 
Wiem, że ten post odbiega od idei tego bloga. Ale chciałam Wam przedstawić gdzie w okolicy La Spezii można zrobić fajne zakupy. A przecież i to człowiekowi jest potrzebne...

piątek, 11 stycznia 2019

Zaczarowane Sirmione


Ten post będzie turystycznym wspomnieniem lata. Wybraliśmy się wtedy do małej miejscowości nad jeziorem Garda- Sirmione.



Miasteczko nad jeziorem Garda.

Zdecydowaliśmy się na odwiedzenie właśnie tego miasteczka, bo czyż nie wygląda jak z bajki?
Sirmione to miejscowość w prowincji Berscia w regionie Lombardia, którego historyczne centrum leży na półwyspie, który dzieli dolną część jeziora Garda. 

Troszkę historii....
W Sirmione znaleziono ślady już z okresu neolitu. Miasto było ważnym ośrodkiem miejskim w czasach rzymskich. Znajduje się tutaj willa (a właściwie jej ruiny) słynnego poety Katullusa. Najstarsze części willi pochodzą z I w.p.n.e. W późniejszych wiekach przetoczyło się tutaj wiele bitew i wojen. A samo miasto przechodziło pod różne władze. W XIII w. rozpoczęła się budowa twierdzy, najprawdopodobniej na pozostałościach rzymskiej fortyfikacji. Funkcją zamku była kontrola obronna i portowa. Zamek Scaligero jest jednym z najbardziej kompletnych i najlepiej zachowanych zamków we Włoszech, a także bardzo rzadki przykład fortyfikacji jeziornych. Na jednym z boków zamku wybudowano stację dokującą, która niegdyś stanowiła miejsce schronienia dla floty Scaligera.(źródło- Wikipedia i zasłyszane na miejscu)


Zamek w Sirmione



Oczywiście jak każdy zamek i ten musi mieć własną legendę. Podobnież na zamku mieszkali  sobie spokojnie Ebengardo ze swoją ukochaną Arice. Pewnej burzliwej nocy poprosił o schronienie w zamku wenecki rycerz- Elalberto. Podczas kolacji tak mu się spodobała dziewczyna, że w nocy zakradł się do jej komnaty. Arice zaczęła krzyczeć, a rycerz aby ją uciszyć, dźgnął ją nożem. Na krzyki ukochanej przybiegł Ebengardo, który z kolei zabił rycerza. Legenda głosi, że nawet dziś w burzliwe noce można dojrzeć ducha Ebengardo snującą się po zamku w poszukiwaniu ukochanej Arice.



Nie mieliśmy okazji sprawdzić prawdziwości legendy. Byliśmy tam w słoneczny dzień...
Udaliśmy się więc na dalsze zwiedzanie pięknymi, wąskimi uliczkami miasteczka.
Sirmione obecnie żyje z turystyki. Także na każdym rogu można trafić na pyszną restaurację. Lub na lodziarnie z niesamowicie wielkie i pysznymi lodami!

Już od czasów renesansu było wiadomo, że przy brzegach Sirmione są źródła termalne. Jednak dopiero w 1889 r. nurek Procopio z Wenecji zszedł w głębiny jeziora aby je odkryć. Sprawa była nagłośniona przez ówczesne gazety, ponieważ oznaczała początek nowej ery dla miasta. Wkrótce zaczęły w Sirmione powstawać hotele z centrami SPA i wodą termalną. 
Także jeśli ktoś wybiera się na kilka dni do Sirmione nad jeziorem Garda to warto skorzystać z oferty tych ośrodków. Przepięknie wyglądają baseny z wodą termalną z widokiem na jezioro i góry. My będąc tam tylko przez kilka godzin wybraliśmy zwiedzanie miasta i okolicy. Ale może, kiedyś... Tak pojechać, żeby skorzystać z kąpieli i powygrzewać się na słonku...



Tym razem jednak pospacerowaliśmy jeszcze zabytkowymi uliczkami. A na koniec udaliśmy się na długi spacer wzdłuż jeziora. Było bardzo dużo kaczuszek, które same wychodziły z wody do spacerowiczów, łakome kąsków które dostawały. 



Muszę przyznać, że nawet bez skorzystania z basenów i wody termalnej, wyjazd był jak najbardziej relaksacyjny. W Sirmione panuje atmosfera relaksu. Jest dobre jedzonko. I bardzo dużo różnej trudności ścieżek do spacerowania. Także wyjazd uważam za jak najbardziej udany.
Napiszcie co Wy myślicie o Sirmione.? A może byliście? Jak Wam się podobało?