Święta zbliżają się wielkimi krokami. A we Włoszech dom świątecznie ozdabia się już od 8 grudnia. Także i my zaczęliśmy już nasze mieszkanko przyozdabiać.
Na razie mieszkamy w niedużym wynajmowanym mieszkanku. Nie mamy więc zbyt dużo miejsca na wszelakie świąteczne akcesoria. Staram się wykorzystać każdą wolną przestrzeń, bo ja uwielbiam świąteczny klimat.
Wiele ozdób staram się zrobić sama, tak najbardziej lubię. Każda szyszka ułożona tak jak mi pasuje...
Szukam odpowiedniego miejsca na bombki , które jeszcze ciągle robię.
Część ozdób kupuję na różnych jarmarkach świątecznych. Z jarmarkami jest taka dziwna sprawa, że one właściwie wszystkie takie same. Po zobaczenie dwóch, to tak jakby się widziało wszystkie.... Ale zdarzają się wyjątki. Czasem trafi się na stoisko z niepowtarzalnymi rzeczami. Ostatnio byliśmy na takim jarmarku w Innsbrucku (powstanie oczywiście post o tej naszej wycieczce). Oj to dopiero było cudo!!!
A u nas w domu znalazło się oczywiście kilka dodatkowych ozdób świątecznych.
A zamiast choinki na razie ubraliśmy girlandę. W tym roku kolory pastelowe z dodatkiem czerwieni.
Cóż ja na to poradzę, że uwielbiam czerwień w świątecznym klimacie.
No i na koniec ustawiliśmy szopkę. Pewnie wiecie, że szopka we Włoszech to wręcz sprawa obowiązkowa. Szopki znajdziemy właściwie w każdym domu. I to nie jakieś tam malutką szopkę ustawioną przy choince. Tutaj to całe budowle. Dbanie o każdy detal. Znam rodziny, gdzie szopka zajmuje cały pokój, lub pół salonu. Na początku (okolice 8 grudnia) w szopce jest tylko Maryja i Józef. Żłobek z Jezusem dostawiany jest w noc wigilijną. A później przybywają dopiero Trzej Królowie.
Szopek jest kilka rodzajów. Jest szopka, chyba najbardziej rozpowszechniona- neapolitańska, ale są również szopki "nowoczesne". My z powodu małej ilości miejsca zdecydowaliśmy się kilka lat temu na właśnie taką nowoczesną szopkę firmy Lemax. Co roku dokupujemy jakiś nowy element, więc i tak z roku na rok zajmuje coraz więcej miejsca. Ale ile jest radości w ustawianiu tych wszystkich domków, figurek, światełek...
Nawet moja szafeczka ma nowych, świątecznych lokatorów.
A jak u Was? Jakie kolory świąteczne panują u Was w domach? Wolicie złoto, czerwień, zieleń, czy może pastele?
Ach, już nie mogę się doczekać Świąt. Mimo, że w tym roku spędzimy Święta z dala od moich najbliższych w Polsce, to staram się zawsze jak najwięcej tradycji świątecznych polskich przenieść do Włoch. Kapusta na bigos już zakupiona, zupa grzybowa (z zasuszonych jeszcze w Polsce grzybów), jak najbardziej będzie na świątecznym stole.
Miłych przygotowań i dla Was.
Wszyscy jesteśmy zaganiani w okresie przedświątecznym. Ale i teraz dobrze jest osłodzić sobie czas między ubieraniem choinki, planowaniem Wigilii a wybieraniem prezentów.
Panna Cotta to chyba najprostszy z włoskich przepisów na deser. Dzięki swojemu smakowi, prostocie wykonania i możliwości operowania wieloma wariantami smaków jest lubiany także w innych państwach.
Kropla historii:
Jak to zazwyczaj bywa jeśli coś jest tak wyśmienitym przepisem jak panna cotta ciężko jest dojść skąd ten przepis pochodzi. Wiele źródeł (np. Wikipedia) podaje, że panna cotta została wynaleziona na początku XX w. przez kobietę pochodzenia węgierskiego, mieszkającą na obszarze Langhe ( Piemonte). Można jednak usłyszeć też teorię, że pochodzi od Biancomangiare - typowego sycylijskiego deseru.
Pewnym jest, że swoją sławę zawdzięcza niepowtarzalnemu smakowi śmietanki.
Jakiś czas temu przeprowadzono badania: "z czym kojarzy się śmietanka"- 43% ankietowanych odpowiedziało, że z kojarzy się z przyjemnością, radością i szczęściem (34%), miłością i pasją (18%), nostalgią za dzieciństwem (15%), odpoczynkiem (14%), relaksem (13%).
Deser ze śmietanki był więc skazany na powodzenie.
A przepis nadzwyczaj prosty.
Potrzebujemy: śmietankę 500 ml.(na zdjęciu są 2 śmietanki, ale dodałam z trzeciej tak żeby było 500 ml.), 100 gr. cukru, laskę wanilii i 10 gr. żelatyny w listkach.
Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie.
Laskę wanilii rozkrawamy wzdłuż i nożem wyjmujemy nasionka.
Do garnka wlewamy śmietankę, dodajemy cukier i wanilię. Doprowadzamy do wrzenia, często mieszając. Gdy tylko pokarzą się pierwsze bąbelki zdejmujemy z ognia. Dodajemy odciśniętą dobrze z wody, żelatynę. Mieszamy do całkowitego rozpuszczenia żelatyny.
Rozlewamy do pojemniczków. Wstawiamy do lodówki na około 3-4 godz. Musi się stężeć.
Ten przepis dostałam od znajomej kilka lat temu. Ale przepisów jest mnóstwo na panna cotta. Można od razu dodać np. kawę rozpuszczalną, lub kakao. Jeśli mamy zamiar wyjmować deser z pojemniczka to należy go (najczęściej są do tego specjalne metalowe "babeczki") delikatnie natłuścić, lub wcześniej schłodzić. Dzięki temu deser będzie łatwiej wyjąć. Można podawać panna cotta z owocami, sosami słodkimi, karmelem, czekoladą... A ja tu piszę tylko o wersji " na słodko". Można też wykonać w wersji wytrawnej.
My jednak lubimy słodkości. Najczęściej podaję panna cotta z czekoladą 70%, rozpuszczoną w kąpieli wodnej, lub startej na tarce. Albo z dżemem ze śliwek własnego wykonania.
Taki deser można wykonać wcześniej, a po dniu pełnym przygotowań świątecznych, usiąść z rodzinką i rozkoszować się słodkościami. My przy tym deserze obmyślaliśmy dalsze prezenty i możliwości świątecznego udekorowania mieszkania...
Mam nadzieję, że wypróbujecie ten prościutki, a smaczny deser. Dajcie znać jak Wam poszło.
Ja wiem, że bardzo mało piszę o samej miejscowości w której tutaj mieszkam. Składa się na to kilka powodów. Po pierwsze jest to już stosunkowo duże miasteczko i muszę post o nim podzielić na części. Po drugie traktuję właściwie tą miejscowość głównie jako "bazę wypadową", do zwiedzania okolicy.
Tym razem jednak chciałam Wam napisać o niedużej restauracyjce w samym centrum La Spezii.
"L'arte Della Tigella" mieści się na ulicy Bartolomeo Fazio 63. Lokal powstał dość niedawno, a już ma sporą liczbę stałych bywalców.
Jak sama nazwa mówi głównie podaję się tutaj tigelle.
No to, jak zawsze troszkę historii :
Tigelle lub inaczej crescentine to placuszki chlebowe pochodzące z Modeny z regionu Emilia-Romagna. W dawnych czasach ciasto przygotowywało się z mąki, smalcu, wody, mleka, drożdży i odrobiny soli. Wyrobione i wyrośnięte ciasto wkładało się pomiędzy liście np. kasztana a następnie pomiędzy foremki z wypalonej gliny. Foremki lądowały na żarze w dobrze rozgrzanym piecu. Każda foremka miała wzór, który odbijał się na upieczonym placuszku. Zazwyczaj był to "kwiat życia", jako oznaka pomyślności i płodności. Obecnie często smalec w przepisie jest zastępowany olejem z oliwek. A pieczenie następuję w specjalnej aluminiowej ciężkiej patelni, uformowanej na 5 lub 7 placuszków. Oczywiście umieszczanej na gazie. Patelnia jest dwustronna, czyli podczas pieczenia po prostu odwracamy całość na drugą stronę, aby pieczenie było równomierne.
Gotowe placuszki przekrawa się na pół i przekłada dowolnymi składnikami.
Do restauracyjki trafiliśmy przez przypadek, a że był środek tygodnia, to znaleźliśmy wolne miejsca. Wybraliśmy menu klasyczne. Na stół trafiło 10 sosików i talerz z wędlinami.
W karcie jest wybór sosików i jeśli któryś nam nie odpowiada, można go bez dopłat zamienić na inny. My tak zrobiliśmy z sosem z gorgonzoli. Oboje nie przepadamy, a zamieniliśmy na nasz ulubioną - salsa tonata ( czyli sosik z tuńczyka). Z wędlin jest prosciutto, speck, mortadela i salame. Wszystkie wędlinki bardzo świeże.
Wreszcie na stół trafiły też tigelle. Gorące i pyszne. Cennik jest stały do danego menu. Ale tigelle są donoszone według uznania- ile chcemy. Oczywiście jednym z sosików, jak na Włochy przystało, musiała być Nutella. Mój mąż wszamał w ramach deseru ostatnią tigelle z tymże kremem czekoladowo-orzechowym.
Nasza biesiada dobiegała końca. Podsumowując- wyszliśmy naprawdę najedzeni, nie płacąc za to majątku. Sam lokal prezentuje się bardzo ładnie.
Jeśli będziecie mieli chęć spróbować tigelle, to zapewne jest to miejsce do którego można się wybrać.
Zaczął się grudzień. Z pełnym zapałem robię bombki na naszą wymarzoną choinkę. Wspominałam o tym tutaj . Dziś więc będzie post zupełnie nietypowy...
Sposób na zrobienie bombek znalazłam kiedyś w sieci i postanowiłam wykonać kilka dla siebie. Tak bardzo mi się spodobały, że narodził się pomysł na wykonanie bombek na całą choinkę.
Żeby jednak i w tym roku wykorzystać ten wzór na bombki zrobiłam jedną dużą. Mam zamiar zawiesić ją przy żyrandolu na długiej białej wstążce.
Jak wykonać taką lub podobną bombkę? Dość prosto...
Pokaże Wam na przykładzie kolejnej robionej bombce.
Zakupiłam kilka zbliżonych w tonacji materiałów bawełnianych, o wzorze świątecznym.
Wyprasowałam. Każdy materiał pocięłam na kwadraty o bokach 7 cm. Zaprasowałam na pół.
Następnie złożyłam boki, tak aby powstał trójkąt. Ważne aby ładnie, równo złożyć róg trójkąta.
Powstałe trójkąty należy przypinać szpilkami do styropianowej kuli. Oczywiście od rozmiarów kuli zależy jakiej wielkości i ile potrzeba trójkątów. Wymiary kwadratów- 7 cm., podałam do kuli o obwodzie 26 cm. Będzie ich nam potrzeba w sumie 40. Od naszej inwencji twórczej zależy jak połączymy materiały. Ja w tym wypadku użyłam 16 z materiału o zielonym tle i 24 z materiału o białym tle. Szpilek najlepiej używać krótkich.
Zaczynamy od środka kuli, upinając 4 wybrane kwadraty. Najpierw przypinamy środek trójkąta. Później złożone boki. A na koniec boczne ramiona. Trzeba upinać precyzyjnie, aby nie było widać nic a nic styropianu!
Kolejne warstwy przypinamy szpilkami nieco niżej.
Kolejna warstwa to już 8 trójkątów.
Ja na kule tej wielkości używam schematu 4+8+8 dochodzę do połowy kuli i zaczynam z drugiej strony dokładnie tak samo. Oczywiście można przypinać gęściej i zmieścić jeszcze jeden rząd.
Ważne aby wszystko precyzyjnie przypinać, aby linie nam się zgadzały przy zetknięciu obu półkul. W tym momencie pozostaje wykończenie bombki według własnego uznania. Ja swoją ozdobiłam tak:
Mam nadzieję, że wytłumaczyłam proces powstawania bombki w miarę jasno i przejrzyście. Jeszcze raz zaznaczam, że nie jestem niestety autorką pomysły na wzór wykonania tej bombki. Mój jest tylko dobór materiałów i ozdobienia końcowe. No i wykonanie. Ja uwielbiam wykonywać różnego rodzaju ozdoby świąteczne. Jaka później satysfakcja...
To co, zrobicie u siebie też kilka podobnych bombek? Miłej pracy, a właściwie to nie praca przecież tylko przyjemność.
Z ogromna ochotą zobaczyłabym Wasze bombki. Piszcie w komentarzach, jak Wam poszło.