wtorek, 10 grudnia 2019
Pizzeria w okolicy
Ostatnio wybraliśmy się na większe zakupy. Wiadomo przed Świętami, poszukiwania właściwych prezentów... Tak nam czas upłyną, że ani się obejrzeliśmy a tu 19. W domu nic nie podszykowane do kolacji. Przypomnieliśmy sobie, że niedaleko nas w pięknym parku kasztanowym jest Pizzeria. Jak już Wam kiedyś pisałam( tutaj ) pieski we Włoszech mają zazwyczaj wstęp do różnych lokali. Raczej tego nie pochwalam. Większość ludzi jak już wie, że może wejść do lokalu ze zwierzakiem to go puszcza luzem.... Biega później taki piesek między stolikami. Ech, brak słów. Jednak jak widać nam się to zezwolenie na wejście z psem do lokalu przydało. Jak tylko podjechaliśmy pod Pizza Comics, najpierw mąż poszedł się spytać czy możemy wejść z naszym szczeniaczkiem? Powiedziano, że nie ma problemu. Usiedliśmy przy stoliku blisko drzwi i przy ścianie, tak by pies jak najmniej przeszkadzał innym. Jednocześnie wygodnie dla niego, mógł się położyć i nikt koło niego nie przechodził.
Pizza Comisc znajduje się przy ulicy Selva dei Castagni 47 w Villafranca in Lunigiana.
Przy naszym zamówieniu, zaproponowano nam (oczywiście nieodpłatnie) miskę wody dla pieska. Oczekiwanie na pizzę umiliło nam popijanie dobrego piwka .
Sam wystrój pizzerii jest bardzo przyjemny, choć dość prosty. Latem otwarty jest również ogródek.
Na pizzę nie czekaliśmy długo. Ale też nie było bardzo wielu osób w lokalu.
I teraz właśnie to co najważniejsze- Pizza. Jest tu dość duży wybór. A co mnie zaskoczyło i bardzo ucieszyło wybór jest także w rodzaju ciasta na pizze! Ciasto można wybrać tradycyjne, czarne, z ziarnami lub razowe. Oczywiście ja się skusiłam na czarne! To ciasto jest robione z mąki na bazie drewna. Taka pizza jest o wiele bardziej lekkostrawna. Pomaga regulować tranzyt jelitowy i kontroluje cholesterol.
Mój mąż wybrał pizze na bazie ciasta razowego. Oczywiście rodzajów dodatków na pizzę było multum. Wybór ciężki, chciałoby się spróbować tylu rzeczy. A tu tylko jedna pizza... :)))
Można było podejrzeć jak te nasze pizze się pieką. Co oczywiście, niezwłocznie uczyniłam . Cały personel w tej pizzerii jest młody i bardzo pomocny.
Wreszcie to na co czekaliśmy....pizze. Są na naszym stoliku... Pachną i aż krzyczą z talerza- zjedz mnie! Co niezwłocznie uczyniliśmy.
Pizze były naprawdę pyszne. Ja wiem, że to takie tradycyjne danie włoskie i ciężko znaleźć pizze źle zrobioną... Ale my już od kilku lat robimy sobie taki ranking najlepszych pizzerii. No i Pizza Comics właśnie wskoczyła na drugą pozycję na liście!!! Bardzo się cieszę, że znajduje się tak blisko naszego nowego domku. Na pewno będziemy tam częstymi gośćmi. Zostało jeszcze tyle innych rodzajów pizzy do spróbowania. No i serwują tam także inne dania poza pizzą.
Was również, jeśli będziecie w okolicy, serdecznie zapraszam do tej pizzerii. Ceny nie są zbyt wygórowane, a jakże smacznie.
wtorek, 26 listopada 2019
Remontowe włoskie życie cz.1
Na początku muszę przeprosić wszystkich którzy czytają mojego bloga. Wiem, wiem dawno nic się tu nie działo, ale to dlatego że w realu działo się aż nadto.
Remont pochłoną nas całkowicie. A przecież braliśmy domek w którym podobno było "mało do zrobienia".
No dobrze zacznę od początku....
Nasz dom został wybudowany w latach 80. Już sam fakt tego, że to Włochy a nie Polska pewne formy budowy lekko mnie zaskakiwały i nadal zaskakują. No, ale wiadomo inne przepisy inne normy. Inną sprawą jest to, że poprzednimi właścicielami byli starsi ludzie, którym nie w głowie były jakiekolwiek remonty. Po śmierci staruszków, dom był przez 2 lata wynajmowany. Lokatorzy, którzy wynajmują raczej nie remontują. Później dom przez 1,5 roku stał samotny. Aż znaleźliśmy się my, którzy pokochaliśmy go od pierwszego wejrzenia.
Kupując go widzieliśmy większość rzeczy które trzeba naprawić, zmienić. Ale po pierwsze- naprawdę bardzo na się spodobał, a po drugie- wiadomo koszt przystępny.
Jak już był nasz... zakasaliśmy rękawy i wzięliśmy się do pracy. I ta praca właściwie trwa nieprzerwanie od czerwca. Końca niestety jeszcze nie widać. Na początku miałam w głowie taką ideę, że wszystko musi być zrobione natychmiast. Strasznie się tym stresowałam. Nocami nie spałam tylko kombinowałam i organizowałam wszystko. Wiadomo, pieniądze nas ograniczają w wielu sprawach. Fachowcy we Włoszech też nie spieszą się jakoś zbytnio z pracami, a nie wszystko możemy zrobić sami.
Po podpisaniu aktu kupna, mieliśmy dwa tygodnie na przeprowadzę z naszego wynajmowanego mieszkania. W pierwszej kolejności trzeba było ogarnąć sypialnię, 1 łazienkę i kuchnię. A tu prawie cały dom w tapecie papierowej z lat 80!!! Ale się działo...
Musieliśmy też pozamawiać meble. Remont jakoś ogarnialiśmy. Pierwsze schody zaczęły się przy zakupie mebli. Zamówienia szły z dwóch firm.
Jedna znana we Włoszech firma, wywiązała się w 100% . Wszystko było na czas. Doradzili w wyborze. Polityka firmy jest taka, że dopłacając 10% do zakupu oni wszystko przywożą w wyznaczonym terminie i montują. W naszym przypadku meble do łazienki mogli zmontować tylko częściowo, ponieważ czekaliśmy jeszcze na hydraulika. Później musieliśmy tylko złożyć lustro z umywalką, użyć silikonu pomiędzy i gotowe.
Druga firma (jej oddziały są też w Polsce), no niestety nie było już tak kolorowo. Postanowiliśmy nie zamawiać przez internet, tylko pojechać do sklepu żeby sprawdzić sprzęt i porozmawiać, licząc na jakąś pomoc, doradzenie. Okazało się, że Pani z oddziału kuchennego ma akurat pauzę na obiad- 2 godz!!! Nie ma jej kto zastąpić. Tak się wkurzyliśmy, że poszliśmy do kierownika. Ten zlecił obsługę klientów ludziom z oddziału łazienkowego.... Skończyło się tym, że i tak czekaliśmy na Panią, która poszła na obiad. Zrozumcie mnie, nie byłam wściekłą, że kobieta poszła na obiad. Każdy ma prawo do przerwy. Tylko, że my też byliśmy bez obiadu. Powinni się jakoś wymieniać. Przecież skoro sklep nie ma zarządzonej przerwy (jak większość innych), to powinien ktoś obsługiwać.
No dobrze, Pani wreszcie przyszła. Nawet co nie co potrafiła doradzić. Okazało się że nie miałam przy sobie wymiaru jednego szczegółu z kuchni który był potrzebny. Nam bardzo zależało na czasie dostarczenia do domu zakupionych produktów. Dlatego np. wybraliśmy zlew kuchenny który był dostępny "od ręki". Musieliśmy podobno poczekać tylko na docięcie blatu kuchennego. Pani podała mi mail do jej oddziału w sklepie, abym jeszcze wieczorem mogła przesłać brakujący wymiar. Co oczywiście zrobiłam zaraz po powrocie do domu.
Wiedzieliśmy, że po docięciu blatu ktoś się z nami skontaktuje co do daty przywozu zamówienia. Mieli na to kilka dni. Długo nikt się nie odzywał. Ja niedługo miałam jechać do Polski, a tu kuchnia w pełnym rozgardiaszu. Gotowanie na kuchence biwakowej, pożyczonej od znajomych. Dobrze, że ciepło było. Jadaliśmy sałatki i rozpalaliśmy grilla....
Oczywiście do sklepu dodzwonić się nie można było. Automatyczna sekretarka, milion numerków do powciskania, na końcu i tak nikt nie odpowiada. Koniec końców, zadzwoniliśmy na num. Pani która nas wtedy obsługiwała. Jej num.tel. był w stopce przy mailu. Udało się. Jest. Dodzwoniliśmy się. Jednak jedyną informację, którą uzyskaliśmy było, że spróbuje się dowiedzieć co się dzieje i oddzwoni. Zadzwoniła... po kilku dniach. Podobno trzeba było poczekać na płytę gazową! Jak to?! Przecież ze względu właśnie na czas , braliśmy wszystko co "było od ręki"! Sama nam tak doradzała. Nie pozostało nam nic innego jak czekać. Po kolejnych dniach jest znowu tel. od tej Pani, że zamówienie już gotowe i przyjdzie.... za 2 tygodnie! Jak byliśmy w sklepie mówiliśmy, że wyjeżdżamy i dostawa ma być przed wyjazdem. I ona nas w tym zapewniła. Pani przesłała mi dokładną listę zamówienia i okazało się, że zlew pomyliła i zapisała prawy a nie lewy. W tych typach zlewów dziura na kran jest od razu, także jest to ważne. Zadzwoniłam, mając nadzieję, że jest to pomyłka tylko w jej zapisie. Niestety. Trzeba znowu czekać na to aby przyszedł kolejny zlew tym razem już prawidłowy. Całe zamówienie dotarło wreszcie pod koniec mojego urlopu w Polsce. Po czym znowu okazało się, że coś jest nie tak. Blat który kupowaliśmy cena była za ponad 3 metry. Sprzedawany w takich długościach. Nam był potrzebny krótszy. A pozostały kawałek do wykorzystania na szafkę z drugiej strony kuchni. W ty dłuższym kawałku miały być wycięte otwory na zlew i płytę gazową. Owszem otwory zostały wycięte, ale odciętego kawałka już nam nikt nie dostarczył. Znowu telefony. Okazało się że Panowie którzy odcinali zapomnieli dołożyć do zamówienia, a teraz już tego kawałka nie ma. Tym razem wściekł się mój mąż. Długie rozmowy z kierownikiem, przeprosiny, wycena brakującego kawałka i zwrot kosztów. Jeszcze czeka nas wycieczka do Genui do sklepu po odbiór pieniędzy.
Na pewno sklep nas do siebie skutecznie zniechęcił! Raczej już żadnych zakupów tam nie zrobimy, pomimo korzystnych cen i dużego wyboru produktów.
Na szczęście w tym czasie remontowaliśmy inne części domu. Po powrocie z Polski troszkę odpuściłam tzn. przestałam się tak stresować, że coś nie jest zrobione na wczoraj. Śpię spokojniej, ale ręce urobione po pachy. W kolejnej części zmagań remontowych pokaże kilka zdjęć z tego co zrobiliśmy.
Teraz czekamy jeszcze na hydraulika, żeby wymienił prysznic. Wczoraj był kominiarz. Na prawdę nam się nie nudzi.
Muszę Wam jednak coś powiedzieć- satysfakcja jest ogromna! Tak patrzę na zdjęcia ile się zmieniało. Mam nadzieję, że i dom jest nam wdzięczny, że wreszcie ktoś o niego dba. Jest coraz więcej "Nas" w tym domu i to mi się bardzo podoba. Zaczynam naprawdę czuć się w tym miejscu jak w DOMU.
czwartek, 10 października 2019
Jesienna dynia
Jak wiadomo królową jesieni jest dynia. Każdy, więc ma swój ulubiony przepis na "cosik" z dyni. Ja za dynią nie przepadam, ale mój mąż uwielbia pod każdą postacią. W tym roku dostałam bardzo prosty przepis na zupę-krem z dyni...i oto efekty.
Składniki:
500 gr. dyni, 2 ziemniaki, 2 cebulki (lub 1 duża), 1 szklankę mleka lub 200 ml.śmietany, trochę wywaru warzywnego do podlania, oliwka, sól, pieprz, trochę grzanek.
Zaczynamy oczywiście od oczyszczenia dyni. Obieramy ziemniaki i cebulę. Dynię i ziemniaki kroimy w drobną kostkę. Cebulkę w piórka. Na odrobinie oliwki przesmażamy cebulkę, podlewamy odrobiną wywaru. Chodzi o to żeby cebulka ładnie się zeszkliła. Dodajemy do garnka pokrojoną dynie i ziemniaki i przez moment, mieszając wszystko delikatnie "przesmażamy".
Dolewamy wywaru tyle żeby delikatnie przykryć wszystko co mamy w garnku. Dodajemy sól i zostawiamy aby się gotowało przez około 40 minut. Po tym czasie część wywaru powinna odparować, a dynia być mięciutka. Zdejmujemy z ognia i wszystko miksujemy na jednolity krem. Dodajemy mleka lub śmietany. Ja dodałam śmietankę, choć to bardziej kalorycznie. ;))) Gotujemy wszystko jeszcze przez kolejne 10 min. Przed podaniem oprószamy białym pieprzem (do smaku ile kto lubi). Przekładamy na talerze i dekorujemy grzankami chlebowymi. Grzanki oczywiście robię z chlebka (jaki kto lubi), kroję na kawałeczki i do zrumienienia wkładam do piekarnika.
I proszę zupka gotowa. Mój mąż zjadł z apetytem i poprosił o dokładkę. Mam nadzieję, że i Wam będzie smakowało. Smacznego.
środa, 25 września 2019
Psie życie we Włoszech
Od niedawna do naszej rodzinki dołączył psiak. Zakochaliśmy się w nim od pierwszego dnia. Przed zakupem musiałam zorientować się jak wygląda posiadanie psa we Włoszech. Co jest obowiązkiem, co potrzebą, co chęcią...
Zacznę od wizyty u weterynarza. Podobnie jak z lekarzem, warto rozejrzeć się za dobrą kliniką. Jeśli zakupiliśmy psa to musimy wiedzieć jakie szczepienia miał już zrobione. Powinniśmy dostać książeczkę zdrowia psa, żeby wiedzieć w jakiej klinice był szczepiony i na co. Pies powinien być także odrobaczony.
Zakup szczeniaka jest możliwy dopiero gdy ma on min. 2 miesiące i więcej. Wcześniej warto żeby był przy swojej mamie.
My z naszym udaliśmy się na kolejne jego szczepienie do kliniki w której był już wcześniej. Psiak został przy okazji zbadany, zważony i oczywiście zaszczepiony. Udzielono nam wszelakich odpowiedzi na nasze liczne pytania. Dostaliśmy również zestaw dla szczeniaczka. Nie mam pojęcia czy to standardowa procedura i jest tak w każdej klinice? W zestawie dostaliśmy karmę suchą, saszetki z jedzonkiem, książeczkę o dbaniu i wychowywaniu pupila.
Kolejną sprawą oprócz szczepień obowiązkową we Włoszech, jeśli chodzi o psy jest micro chip. Każdy pies musi być w ten sposób zarejestrowany. Chodzi o zmniejszenie zagrożenia porzucenia psa. Dla właścicieli jednak jest to o tyle dobre, że jeśli psiak z jakiś powodów nam się zgubi i ktoś go odnajdzie, to na pewno wróci on do nas.
Informację o obowiązkowych szczepieniach dostaje się od weterynarza. Każde szczepienie jest płatne, także micro chip.
Jeśli adoptujemy psa ze schroniska, to też będzie miał swoją książeczkę zdrowia. Raczej nie dadzą nam psa bez któregoś ze szczepień. Na pewno będzie także posiadał micro chip. Po adoptowaniu psiaczka będziemy musieli tylko udać się do urzędu aby przerejestrować micro chip na nas. Mamy na to 7 dni roboczych. Jeśli adoptujemy suczkę to obowiązkiem schroniska jest jej kastracja (straszne słowo). Jeśli adoptujemy pieska to jeśli jeszcze nie jest wykastrowany, to możemy albo się zgodzić na to albo nie. Nie będę komentowała tego, poinformowano nas, że takie jest prawo i koniec.
Sam proces adopcyjny wygląda podobnie w każdym schronisku. Nie byliśmy w wielu, ale w tych kilku wyglądała sprawa następująco... Oglądamy pieski które są w schronisku. Pracownik schroniska opowiada nam o każdym lokatorze schroniska. Zadziwiające jak Ci ludzie wszystko o tych psiakach wiedzą... Jeśli zainteresuje nas któryś piesek umawiamy się na kolejną wizytę. Musimy się zapoznać z naszym przyszłym kompanem życia, a on z nami. Wychodzimy na terenie schroniska z psem na kilka spacerów. Jeśli obu stronom wszystko odpowiada, adoptujemy pieska. Są schroniska, które delegują także jednego z pracowników na sprawdzenie możliwości lokalowych ludzi którzy chcą adoptować psa. Jak nam tłumaczono chodzi o to aby np. duże rasy nie trafiły do malutkiego mieszkania, lub np. czy teren po którym ma biegać pies jest ogrodzony.
No dobrze, mamy już pieska w domu... Albo go zakupiliśmy, albo adoptowaliśmy ze schroniska i co dalej...
Ja mogę się wypowiedzieć za regiony Włoch które znam, ale myślę że pieski mają tutaj dobrze. Właściwie jest mało ograniczeń gdzie nie można udać się z psem. Oczywiście smycz, a w niektórych przypadkach i kaganiec jest obowiązkowy.
Pies w podróży.
No dobrze zacznijmy od autobusów, bo tutaj jest straszna różnorodność. Wszystko zależy od wielkości psa i regionu Włoch. Właściwie wszędzie pieski małe mogą jeździć autobusem. Problem zaczyna się gdy mamy psa większej rasy. Trzeba się dowiadywać, ponieważ te przepisy też się zmieniają. Na chwilę obecną niestety w większości miast (np. La Spezia) psy dużych ras nie mogą jechać autobusem. Pieski mniejszych ras mogą, oczywiście na smyczy i w kagańcu, a najlepiej w torbie dla pieska.
W pociągach sprawa wygląda już lepiej. Psy małych ras, które zmieszczą się w torbie o wymiarach 70*30*50, mogą być przewożone gratis we wszystkich pociągach. Psy większych ras również mogą jeździć wszystkimi pociągami z jednym małym wyjątkiem. W pociągach regionalnych psy dużych ras nie mogą jechać między 7-9 rano od poniedziałku do piątku. Psy dużych ras płacą połowę normalnego biletu za przejazd.
A w samochodach? Oczywiście, że możemy przewozić pieski samochodami. Muszą jednak jechać albo w klatce dla piesków. Albo w bagażniku, oddzielonym kratką/siatką (musi mieć autoryzację urzędową). Albo możemy przypiąć pieska specjalnymi pasami bezpieczeństwa. Ogólnie chodzi o to, żeby psiak nie miał możliwości przeszkadzania kierowcy w prowadzeniu samochodu.
Samolot to już zależy od linii lotniczych. W niektórych można przewozić psy, ale w klatkach i w lukach bagażowych.
Każdy psiak który przekracza granicę Włoch musi mieć micro chip (lub tatuaż) i paszport z aktualnymi szczepieniami.
A na miejscu psiak ma fajne życie. Jedynym przepisem, gdzie psy nie mogą wchodzić są miejsca z bezpośrednim kontaktem z przygotowywaniem żywności. Czyli wszelakie np.kuchnie. Ale już nie ma bezpośredniego przepisu z zakazem wejścia do restauracji, pizzerii i barów. Czyli jeżeli jesteśmy na spacerze z psem i chcemy przy okazji wejść i napić się kawy, to nie ma absolutnie żadnego problemu. Oczywiście pies musi być przynajmniej na smyczy, a jeszcze lepiej też w kagańcu. Nie dziwią też nikogo psy w restauracjach czy pizzeriach. Chociaż, każdy właściciel jakiegokolwiek lokalu(w większości regionów Włoch), może wystąpić o zakaz wejścia zwierząt do swojego lokalu. Wówczas na drzwiach lokalu jest umieszczona takowa informacja. Tak samo sprawa wygląda z wchodzeniem do sklepów. W niektórych supermarketach psy można wprowadzać tylko w przeznaczonych do tego wózkach, a w niektórych w ogóle nie wolno. Osobiście widziałam nawet psy z właścicielami w kolejce w aptece! czy na poczcie. Są oczywiście "place zabaw" dla psiaków. Gdzie mogą się spotykać z innymi pieskami. Jeśli chodzi o nadmorskie plaże
to w większości regionów Włoch są takie przeznaczone do wejścia z psami. Oczywiście na terenie całych Włoch obowiązuje nakaz sprzątania po naszych pupilach. Pies w jakimkolwiek miejscu publicznym musi być na smyczy (dł.do 1,5m.). Właściciel powinien mieć ze sobą także kaganiec ( żeby użyć w razie potrzeby). Oczywiście za jakiekolwiek szkody spowodowane przez psa odpowiada właściciel.
My się uczymy tych wszystkich zasad. Niektóre uważam za bardzo fajne, np. usiąść w ogródku w barze latem razem z naszym pupilem to świetna sprawa. Jednak już pies w restauracji, czy sklepie spożywczym nie do końca mnie przekonuje. Ani to dobre dla zwierzaka (te wszystkie nęcące zapachy), no i inni klienci mogą sobie nie życzyć.
Odnoszę wrażenie, że na ogół Włosi jeśli już maja czworonoga to bardzo o niego dbają.
Nasz psiak rośnie. Poznajemy i uczymy się siebie wzajemnie każdego dnia. I poznajemy Świat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









